środa, 13 lipca 2016

Savoir-vivre i etykieta dla dzieci. Czy warto uczyć dzieci dobrych manier? Książki o savoir-vivre dla dzieci. Czy warto wychowywać córki na damy?

Mam nadzieję, że chwilową przerwę w działaniach na blogu wynagrodzi Wam dzisiejszy bardzo ciekawy wywiad, który miałam przyjemność przeprowadzić z Marią Pierzchałą – specjalistką w zakresie dyplomacji i etykiety, właścicielką firmy szkoleniowej INTERMANNERS  Diplomacy & Business Training. Bez zbędnego przedłużania – zapraszam Was do lektury J

*


-------------------------------------------

Ja: Czy według Ciebie w szkole powinien być prowadzony przedmiot dotyczący savoir-vivre, etykiety?

MP: Może nie przedmiot, ale to z pewnością doskonały pomysł na bardzo interesujące warsztaty dla dzieci i młodzieży w każdym wieku szkolnym. Etykieta i savoir-vivre wbrew pozorom nie są wyłącznie wykazem sztywnych zasad jak zachować się przy stole u cioci na obiedzie ani suchą wiedzą o tym kto kogo przepuszcza w drzwiach. Zarówno jedno jak i drugie pojęcie ma nam dać zestaw narzędzi jak odnosić się do otoczenia z szacunkiem i przez to tworzyć bardziej znaczące więzi społeczne i więcej w życiu osiągać.

A wracając do zajęć to do dziś pamiętam, że będąc jeszcze w szkole raz tygodniu odbywały tzw. godziny wychowawcze przewidziane programem nauczania, na których nauczyciel uzupełniał dziennik i usprawiedliwiał nieobecności a my nie robiliśmy nic. To był dokonały czas, aby choć kilka razy zaprosić eksperta od savoir-vivre na poprowadzenie ciekawych i angażujących warsztatów. To też polecałabym także teraz i przy okazji zaznaczę, że to wcale nie są duże koszty. Warto nadać tej tematyce znaczenie, ponieważ młody człowiek z manierami i znajomością asertywności to naturalny przywódca i lider. W jego towarzystwie po prostu chce się spędzać czas.

Ja: Doskonały pomysł! Godziny wychowawcze u mnie w szkole wyglądały dokładnie tak jak mówisz. Rzeczywiście można by z łatwością wykorzystać chociaż tę 1 godzinę w tygodniu na warsztaty, o których wspomniałaś J. A jak oceniasz maniery współczesnych osób dorosłych i dzieci? Czy widzisz jakąś tendencję związaną ze zmianą czasów?

MP: To oczywiście temat na rozbudowaną książkę i trudno wypowiadać mi się tu za całe społeczeństwo, ale interesujący jest fakt, że tzw. szkoły dobrych manier i szkolenia z savoir-vivre`u znowu cieszą się coraz większą popularnością a w popularnej stacji komercyjnej w Polsce ruszył właśnie program „Projekt Lady” z Małgorzatą Rozenek. Formuła programu przewiduje transformację niesfornych dziewcząt w eleganckie młode kobiety z klasą.

W kwestii dorosłych, szczególnie tych, którzy posiadają już dzieci można także zaobserwować pewną tendencję. Oczywiście nie chcę generalizować, bo znam wielu fantastycznych, zdroworozsądkowych młodych rodziców, ale pojawia się też coraz liczniejsza rzesza osób, które mam wrażenie, że żyją wyłącznie rozwojem osobistym dziecka czyniąc go centrum całkowitego zainteresowania niemal w każdej sytuacji. 

Pewien kierowca taksówki pochwalił mi się jakiś czas temu, że jego wtedy pięcioletnia córeczka uczy się już dwóch języków obcych  i chodzi na pięć z sześciu możliwych przedszkolnych fakultetów, generalnie zalicza wszystko oprócz zajęć z piłki nożnej. Wspaniale, że doczekaliśmy takich czasów, bo rośnie nam nowoczesne i wykształcone społeczeństwo, ale moim zdaniem warto zawsze zachowywać zdrowy balans.

Ja: Zastanawiam się czy jest to tylko chwilowa moda na savoir-vivre, czy może ludzie faktycznie zaczęli dostrzegać braki w znajomości etykiety u dzieci, nastolatków, a także już młodych dorosłych. Masz rację – mnie również niepokoi zjawisko całkowitego wypełnienia zajęciami dodatkowymi czasu wolnego dzieci. A przecież nuda wyzwala kreatywność i jest bardzo ważna dla rozwoju dziecka. Zajęcia dodatkowe są świetnym pomysłem, ale w rozsądnej ilości! J Powiedz proszę skąd u Ciebie zainteresowanie tematyką etykiety?

MP: Po studiach dziennikarskich poszłam na wiedeńską Akademię Dyplomatyczną i temat protokołu dyplomatycznego automatycznie stał mi się bliski, ale to jest wiedza, która dotyczy bardzo wąskiego i elitarnego grona ludzi. Etykieta biznesu dużo „zapożycza” z protokołu dyplomatycznego a dotyczy każdej aktywnej zawodowo osoby jak i ludzi, którzy zatrudnienia dopiero poszukują. Temat bardzo mnie zainteresował, szczególnie, że wchodząc na rynek pracy wielokrotnie spotykałam osoby zarówno w Polsce jak i zagranicą, które bezczelność myliły z przebojowością i pewnością siebie. Oczywiście nigdy nie usłyszałam o dalszych spektakularnych sukcesach tych ludzi. Postanowiłam, że zbadam temat i pokażę innym, że od współpracowników i podwładnych można wymagać z szacunkiem. Savoir – vivre to pokrewny temat i zajmując się protokołem i etykietą biznesu naturalnie chciałam poznać także tę dziedzinę w szczegółach.

Ja: Jakie lektury mogłabyś polecić rodzicom chcącym zadbać o dobre maniery swoich dzieci?

MP: Literatura na rynku polskiej książki z tej tematyki jest dość bogata. Z ogromną przyjemnością przeczytałam „W Paryżu dzieci nie grymaszą” Pameli Druckerman. To książka amerykańskiej autorki, która po przeprowadzce do Paryża zauważyła z ogromnym zdziwieniem, że tamtejsze dzieci umieją zachowywać się cierpliwie i spokojnie oraz praktycznie nie obserwowała tzw. grymaszenia przy stole i postanowiła reporterskim okiem zgłębić ten fenomen. Jest to oczywiście książka dla rodziców. Jeśli chodzi zaś  o propozycję dla dzieci z tej tematyki to wiele pozytywnych recenzji zbiera książka „Dobre maniery, czyli savoir – vivre dla dzieci” Joanny Krzyżanek.
           
Ja: Z przyjemnością zapoznam się z tymi pozycjami. J A czy warto według Ciebie zapisać dzieci na jakieś konkretne zajęcia pozalekcyjne kojarzące się z „dobrym wychowaniem”  – np. balet lub taniec towarzyski (dla prawidłowej postawy), francuski, kółko literackie itd.?

MP: Oczywiście, ale broń Boże nie kierowałabym się tutaj kwestią, że akurat balet, francuski lub karate są teraz modne i tymi zajęciami pozaszkolnymi swoich dzieci chwalą się celebrytki. 

Mówiłyśmy o godnych polecenia lekturach. Jestem pod dużym wrażeniem książki „Siła nawyku” Charles`a Duhigg`a, który pisze jak ważne jest kształtowanie w sobie pozytywnych nawyków, bo te złe tj. hazard czy picie alkoholu w nadmiarze prowadzą zawsze do porażki i życiowej przegranej. Dziecko, które jest w stanie nabyć nawyk codziennego ćwiczenia na pianinie i pomimo, że „nie wychodzi” mu któryś z polonezów Chopina a mimo to próbuje dalej do skutku to kiedyś tę lekcję życia przeniesie w dorosłości np. na prowadzony przez siebie biznes, choć nigdy nie zostanie wybitnym pianistą.

Również Leszek Czarnecki, jeden z najbogatszych Polaków pisze w swojej książce „Biznes po prostu” o fantastycznej lekcji jaką daje każdemu sport i związana z nim rywalizacja. Jednego dnia przegrywasz ważne zawody, ale następnego zaplanowany jest trening , stawiasz się na nim i walczysz dalej. Nie ma lepszego sposobu, aby odrobić ważną lekcję z przegrywania jak właśnie w sporcie. 

Zdecydowanie warto wspierać dziecko w rozwoju jego zainteresowań i cudownie, gdy ono samoistnie taką dyscyplinę odkryje. Poza tym w pełni się z Tobą zgadzam, że ilości tych zajęć powinna towarzyszyć zdrowa równowaga, ponieważ na nudę również powinien znaleźć się czas, aby odegrała ona swoją rolę w rozwoju kreatywności.

Ja: Czyli mniej ważny jest rodzaj zajęć pozalekcyjnych a bardziej dążenie do kształtowania (dzięki uczęszczaniu na nie) u dziecka samodyscypliny i innych dobrych cech charakteru J
A czy wychowując córki, warto kłaść nacisk na cechy charakteryzujące prawdziwą damę (co niektórym może się wydawać dziś staroświeckie i niepasujące do dzisiejszych realiów),  czy raczej warto postawić w wychowaniu na nowoczesność, gdzie kobieta jest w 100 % na równi z mężczyzną, może wszystko, powinna być całkowicie niezależna, radzić sobie sama, pierwsza „zagadywać” do chłopaków itd.

MP: Kilka miesięcy temu dla czytelniczek i czytelników mojego bloga „Poradnia Dyplomatyczna” napisałam e-book, który swoją drogą można nadal za darmo podobać. Zatytułowałam go „Nie ma nic nudnego w byciu damą. Mini przewodnik savoir-vivre i etykiety biznesu dla nowoczesnych kobiet”, gdzie zaproponowałam swoją definicję damy.

Pozwól, że przytoczę jej fragment:
DAMA – to kobieta, w towarzystwie której po prostu chce się przebywać, nie podkreśla, że nią jest i z tego powodu nie życzy sobie przekleństw, co najwyżej z politowaniem popatrzy na osobę z uliczną polszczyzną. Posiada niezależność, nie jest obojętna na krzywdę innych, okaże identyczną uprzejmość dozorcy, prezesowi i koleżance z biurka obok. /…/ Stale też podsyca swoją ciekawość świata i rozwój. W relacjach z mężczyznami nie proponuje pierwsza spotkania i zawsze stawia na godność. /…/
Jeśli chodzi o „zagadywanie” czy robienie pierwszego kroku to oczywiście różne bywają miłosne scenariusze, ale mozolący się o nasze względy mężczyzna też ma swój urok.

Wracając do Twojego pytania, to jeśli kiedyś będę miała córkę z pewnością przekażę jej: że może wszystko, jeśli znajdzie swoją pasję i będzie ciężko i uczciwie pracować, niezależność finansowa jest cudowna oraz że oparty na szacunku i miłości związek jest najwspanialszą rzeczą pod słońcem.

Ja: Myślę, że taka definicja damy rozwieje wszystkie wątpliwości rodziców mających córki! Bardzo dziękuję za rozmowę!


-------------------------------------------

Jestem ciekawa jak to jest u Was? Czy uczycie swoje dzieci etykiety już od najmłodszych lat? Czy raczej nie zwracacie na to zbytniej uwagi, kładąc większy nacisk na inne umiejętności? Czy w szkołach/przedszkolach Waszych dzieci ten temat jest w ogóle poruszany? 
A może mieliście już okazję przekonać się jak wyglądają zajęcia savoir-vivre dla dzieci? Podobały Wam się? 



Maria Pierzchała
Informacja biograficzna
Maria Pierzchała jest absolwentką Uniwersytetu Jagiellońskiego (dziennikarstwo oraz studium zarządzania w biznesie), Akademii Dyplomatycznej w Wiedniu oraz doktorem nauk politycznych (Uniwersytet Wiedeński). Pracowała m.in. w Wyższej Szkole Biznesu w Nowym Sączu a także w Szkole Dyplomacji i Stosunków Międzynarodowych w Genewie. Odbyła praktyki w ONZ w Nowym Jorku, w Parlamencie Europejskim w Brukseli oraz w międzynarodowej firmie konsultingowej B&S Europe. Obecnie prowadzi własną firmę szkoleniową INTERMANNERS  Diplomacy & Business Training oraz pisze książki. W czerwcu 2016 r. ukazała się „Dyplomacja od podstaw w opowieściach ekspertów” nakładem wydawnictwa Adam Marszałek z Torunia.

blog Marysi: http://www.intermanners.pl/blog/
fb: https://www.facebook.com/Intermanners-Diplomacy-Business-Training-457267241125743/

*zdjęcie pochodzi ze strony dobre-wychowanie.pl










poniedziałek, 9 maja 2016

Na czym polega technika Alexandra? W jaki sposób technika Alexandra poprawia jakość życia? Technika Alexandra dla dzieci - sposób na odnalezienie swojej siły i wykorzystanie potencjału.

Dzisiaj zapraszam Was do artykułu mojego kolejnego wspaniałego gościa - Agaty Ziemniewicz, certyfikowanego nauczyciela Techniki Alexandra. Jeśli jeszcze nie słyszeliście o tej technice lub słyszeliście tylko jej nazwę, ale nie do końca wiecie na czym ona polega, to macie świetną okazję, aby lepiej ją poznać, a nawet (dzięki specjalnemu ćwiczeniu) przetestować ją na własnej skórze, do czego gorąco Was zachęcam! 

--------------------------------------------

Człowiek, jako istota rozumna, potrafi wiele zdziałać - konstruować nowe maszyny, tworzyć dzieła artystyczne, leczyć ludzi. Jednocześnie nie potrafi poznać sam siebie. Przeżywa liczne stresy, chodzi obolały i nie umie znaleźć metody, która na stałe uśmierzyłaby jego ból psychiczny, bądź fizyczny.  A przecież - jako dziecko radzi sobie z tym świetnie. Czy ktoś zna dziecko skarżące się na bóle kręgosłupa? Czy ktoś widział dziecko w długotrwałym stresie, wiecznie zamartwiające się?

Każde dziecko potrafi wspaniale używać swojego ciała! Robi to intuicyjnie! Dziecko przez naturalne nawyki podlegające w trakcie jego rozwoju stałej ewolucji, doskonale radzi sobie z nowymi wyzwaniami. Wie, jak efektywnie używać własnego ciała, chociaż nigdy nie było tego uczone. Niezależnie od sytuacji jego głowa pięknie balansuje, ruch jest płynny, miękki i sprężysty, a nogi wspierają całą strukturę (kręgosłup). Widać to doskonale, kiedy dziecko sięga po zabawkę z podłogi – zawsze zgina wtedy kostki, kolana i biodra, a ruch jest zapoczątkowany z głowy. Nigdy natomiast nie schyla się na prostych nogach zginając tylko plecy!

Niestety z powodu zbyt wielu bodźców oraz obserwacji otoczenia (którego istotnym elementem jesteśmy my – dorośli), dziecko zaczyna szukać drogi na skróty i jest skłonne do „wygodnych” rozwiązań. W międzyczasie zatraca tę naturalną swobodę - umiejętność używania swojego ciała - wprowadzając swoje własne metody korzystania z niego. Niestety niesie to za sobą wiele negatywnych skutków, o których zapewne dowie się dopiero w późniejszych latach swojego życia, nierzadko w bardzo bolesny sposób!

Kiedy dziecko przestaje płynnie i świadomie korzystać ze swojego ciała?

Z obserwacji wynika, że jest to czas, kiedy nasza pociecha zaczyna malować, rysować i pisać. Zbiega się to z momentem rozpoczęcia uczęszczania do placówek edukacyjnych. Wtedy to uczy się w bardzo szybkim tempie wielu nowych rzeczy. Nikt mu nie pokaże JAK daną czynność wykonać, jak trzymać np. długopis, jak siedzieć przy stoliku itd. – ważniejszy dla nauczycieli jest efekt - nauczenie się w jak najkrótszym czasie jak najwięcej rzeczy.

Dziecko idzie do szkoły, w której jest sadzane na krześle w ławce szkolnej - niekoniecznie dostosowanych do jego wysokości – siedzi tak przez 45 min (w przedszkolu 15-30 min w zależności od grupy) i jest bombardowane informacjami i poleceniami, które nie zawsze są dla niego jasne, a które każe się mu wykonywać. A czy ktoś nauczył je JAK prawidłowo siedzieć przez tak długi czas? JAK korzystać z nożyczek? ILE SIŁY trzeba wkładać by pisać? JAK mocno naciskać kredkę czy ołówek? JAK trzymać by było efektywnie i w przyszłości nie bolał nadgarstek…? Te z pozoru błahe sprawy mają ogromny wpływ na całe jego przyszłe życie. Niestety złe nawyki są nieświadomie wpajane dziecku już na pierwszym etapie edukacji, bo nie ma czasu oraz jasno określonej informacji, kto miałby zająć się nauczeniem tych rzeczy…

Owszem rodzice czy wychowawcy starają się pilnować dziecko by „siedziało prosto”, ale… Jeśli Ty czytelniku, dasz sobie tę komendę „usiądź prosto”, to co de facto robisz? W większości przypadków - nienaturalnie ściągasz łopatki do tyłu oraz pogłębiasz swoją lordozę lędźwiową, tworząc zbyt duże wygięcie dolnego odcinka kręgosłupa A hiperlordoza bardzo niekorzystnie wpływa na nasz organizm!

Owszem mówisz dziecku by nosiło plecak na obydwu ramionach, ale czy zwracasz uwagę na to, jak plecak wisi na ramionach? Czy na pewno ciężar jest rozłożony równomiernie i nie powoduje bocznego skrzywienia kręgosłupa? Czy może plecak obciąża nadmiernie kręgosłup lędźwiowy?

Owszem mówisz dziecku podczas odrabiania lekcji „nie leż na stole”, ale czy dajesz mu jakąś alternatywę, dobry przykład? Dziecko, które w dzisiejszych czasach ma zazwyczaj osłabione mięśnie posturalne poprawi wtedy swoją pozycję przy biurku, ale wytrzyma w niej kilka (w najlepszym wypadku kilkanaście) minut, a co dalej?

Zerówka czy wiek szkolny to jest ten moment, w którym trzeba uchwycić szybko postępujący rozwój fizyczny dziecka i wyposażyć je w wiedzę, jak prawidłowo korzystać ze swojego ciała, aby służyło mu ono jak najdłużej i jak najlepiej. Dziecko w tym okresie jest bardzo głodne wiedzy (i to jest świetna wiadomość J ), właśnie wtedy dzieci uczą też swój organizm różnych nawyków, które będą stosować do końca życia. Wiadomo nie od dziś, że o wiele łatwiej nauczyć się czegoś nowego, niż korygować utrwalone błędy. Dlatego to jest właśnie moment, w którym warto zadbać o tworzenie dobrych nawyków.

I tu nasuwa się jedno pytanie. Jakie ćwiczenia można wykonywać samemu, w domu?

Niestety bez dobrej świadomości własnego ciała oprócz aktywnego leżenia, podczas którego poszukujesz w sobie spięć, oczyszczasz umysł i pracujesz nad oddechem nie ma żadnych uniwersalnych ćwiczeń.

Ćwiczenie aktywnego leżenia możesz wykonać w domu według poniższych wskazówek:



Agata pokazuje jak prawidłowo wykonać ćwiczenie aktywnego leżenia (www.azatstudio.com)



1) Połóż się na plecach na podłodze z książkami (nie poduszką!) pod głową - wysokość stosu powinna wynosić ok. 5cm - jeśli jest za mało książek zauważysz, że broda jest wyżej od czoła, jeśli jest ich za dużo odczujesz ucisk na krtań. Wysokość stosu książek powinna być taka by kręgosłup (plecy, szyja, głowa) był w jednej linii, a szyja swobodnie „wisiała”. Nogi zegnij w kolanach na szerokość bioder, a dłonie połóż na biodrach. Pamiętaj by łokcie odsunąć jak najdalej od tułowia.

2) W takiej pozycji pozwól poprzez myślenie - ale NIC fizycznie NIE RÓB - by Twoja szyja była swobodna, by głowa poszła do przodu i do góry, przez co plecy wydłużały się i rozszerzały. Pomyśl o miejscach, w których czujesz spięcie i postaraj się oddychać w to miejsce by je puścić... Pomyśl, czy możesz się położyć na ziemi jeszcze bardziej nie będąc zawieszonym w powietrzu. Oddalaj (również przez myśl) głowę od kręgosłupa, ramiona od szyi, nogi od bioder. Kolana kieruj pod sufit. Zauważ czy w ogóle (!) i jak oddychasz. Sprawdź czy przez myśl możesz powiększyć swój oddech np. przez wizualizację, że oddychasz spod pachy? Jeśli to Twój pierwszy raz nie leż dłużej niż 15 minut. I pamiętaj by przy wstawaniu bardzo powoli przekręcić się na bok - tak by cały kręgosłup zachował linie, następnie przejść do pozycji na czworaka. By kolejno rozpoczynając ruch z głowy (opuść nos! U większości osób jest, bowiem silna tendencje do ciągnięcia głowy do tyłu) wstań do pozycji stojącej.

3) Na początku możesz nie rozumieć, jak sprawić, aby plecy się wydłużały i jak przez myśl masz oddalać głowę od kręgosłupa, ale nie zrażaj się! Nawet, jeśli za pierwszym czy drugim razem niczego nie poczujesz, pamiętaj, że jest to powrót do tego, co jako dziecko doskonale znałeś. Rozum może tego nie pojąć, ale ciało będzie pamiętać i odpowiednio reagować!

4) Nie ukrywam, że może być to trudne, szczególnie, jeśli nigdy nie miałeś kontaktu z tą techniką i nikt Ci nie pokazał dokładnie, o co chodzi w tym ćwiczeniu. Wierzę jednak, że mimo braku tej wiedzy Twoje ciało i umysł spotkają się podczas tego ćwiczenia.

5) Jeśli tylko poczujesz, że to technika dla Ciebie lub Twojego dziecka, to naprawdę warto poszukać kontaktu z osobą wykształconą w tym kierunku.

Praca z nauczycielem Techniki Alexandra polega na szukaniu rozwiązań z każdym człowiekiem indywidualnie. Mogę np. pokazać jak trzymać długopis (w najlepszy sposób dla danej osoby). Po co? By robić to jak najbardziej efektywnie i nie krzywdzić samego siebie. Czy nie wystarczy, że pedagog szkolny to pokaże? W jakimś stopniu lepsze to niż nic. Jednak ja nie skupiam się tylko na dłoni! Patrzę całościowo: nadgarstek, łokieć, balans, oddech i szukam spięć (np. czy podczas pisania dziecko nie wystawia języka, czy szyja jest swobodna, czy jest ugruntowane, czy nie nadwyręża oczu itd.), wspólnie szukamy jak najekonomiczniejszego sposobu na wykonanie danej czynności. Możesz się zastanawiać, po co takie „halo” przecież to tylko pisanie, od którego de facto i tak się odchodzi na rzecz komputerów? Trzymanie długopisu można jednak bardzo łatwo przełożyć na inne dziedziny życia tj. trzymanie szczoteczki do zębów, łyżki podczas gotowania czy karmienia, ale również smyczka od skrzypiec czy wiolonczeli… i to „przełożenie” to właśnie praca jaką uczeń Techniki Alexandra może robić we własnym zakresie!

Bardzo często zapominamy, że oprócz aspektu fizycznego jest jeszcze aspekt emocjonalny. Zazwyczaj uważamy, że dziecko, (ale i my dorośli) stresuje się tylko podczas występów, egzaminów czy nowych doświadczeń życiowych. Nierzadko wtedy słyszysz; „Eee on już tak ma….Wyrośnie…” Wybacz muszę Cię zmartwić – nie, nie wyrośnie! Co najwyżej nauczy się głębiej chować swój stres czy napięcia, przez co nie będą one widoczne gołym okiem. Jednak z pewnością będą dla niego bardziej szkodliwe. Takie „zwyczajne” zamknięcie się w sobie powoduje bóle głowy, kłopoty z oddychaniem, ból mięśni czy problemy gastryczne.

I tu właśnie może pomóc Technika Alexandra. Poprzez świadomość ciała, zmian zachodzących w nim w określonych sytuacjach oraz umiejętność szybkiego powrotu do „zdrowego JA” o wiele łatwiej jest zapanować nad stresem, pogodzić się z krytyką rówieśników czy z gorszą oceną - która nierzadko jest rozpatrywana w kategoriach porażki, katastrofy…. Dziecko bardzo szybko może nauczyć się, jak zarówno fizycznie (np. siedzenie na krześle), jak i psychicznie (jak radzić sobie ze stresem)  sięgać do swojej wewnętrznej siły i wykorzystywać swój potencjał.

Na czym tak właściwie polega Technika Alexandra?

Spokojnie to nie jest żadna sekta czy magia… Jest to powrót do naturalnego korzystania z siebie w sferze cielesnej i mentalnej. Technika Alexandra to nauka jak poprzez świadomość swojego ciała oraz siłę myśli przywrócić miękkość w ruchu. W tej metodzie nie skupiamy się na celu - tylko na drodze, która trzeba pokonać by ten cel osiągnąć. Mówiąc bardziej opisowo: nie skupiamy się na tym by usiąść na krześle, tylko na tym JAK to zrobić. Czy w tym czasie oddychamy, czy jesteśmy rozluźnieni, czy jest nam wygodnie, czy jest to efektywne, czy nie krzywdzimy samych siebie? W ten sposób przy pomocy relaksu i działania w ruchu odnajdujemy spokój i zdrowie. A nasze działanie to powrót do korzeni, kiedy organizm w piękny, swobodny, naturalny sposób reagował na różne bodźce.

Dzięki Technice Alexandra wielu ludzi może uniknąć wizyt u specjalistów, przyjmowania środków medycznych czy bolesnych zabiegów. Niestety w Polsce nie jest jeszcze tak powszechne korzystanie z usług medycyny alternatywnej, która w przeciwieństwie do medycyny konwencjonalnej skupia się na przyczynie, a nie na skutkach dolegliwości. Jednak z mojego doświadczenia wynika, że coraz więcej ludzi szuka pomocy u nauczycieli Techniki Alexandra. Warto wspomnieć, że są to ludzie różniący się wiekiem, wykształceniem i statusem społecznym. Nie mam żadnych wątpliwości, że jest to technika absolutnie dla każdego!

Na szczęście Technika Alexandra znana i doceniana metoda na całym świecie, zyskuje coraz większą popularność także w Polsce. Najlepiej świadczy o tym wzrastające zapotrzebowanie na konsultacje indywidualne i warsztaty grupowe, jak również ilość polskich studentów w zagranicznych szkołach, którzy kształcą się na nauczycieli tej techniki.

Mam nadzieję, że wraz z napływem nowych nauczycieli technika Alexandra będzie nauczana od najmłodszych lat, kiedy to dziecko idzie do szkoły. Dlaczego tak wcześnie? Bo to właśnie w tym okresie zazwyczaj tracimy nasz największy dar – naturalną swobodę i radość z życia, która emanuje z nas przy każdym ruchu i każdej myśli - a technika Alexandra może temu zapobiec.

Więcej informacji o Agacie znajdziecie tutaj:

-----------------------------------------------

Słyszeliście kiedyś o technice Alexandra? Może mieliście okazję uczestniczyć w takich zajęciach? Jakie są Wasze wrażenia, opinie na ten temat?


Zwracacie uwagę na to jak Wasze dzieci (ale też Wy!) wykonują czynności dnia codziennego? W jaki sposób siedzą, odpoczywają, uczą się? Koniecznie wypróbujcie to niepozorne ćwiczenie aktywnego leżenia – niesamowicie zwiększa ono świadomość własnego ciała! Być może okaże się ono początkiem Waszej przygody z techniką Alexandra!







poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Czy Szumiący Miś Whisbear naprawdę działa? Biały szum podczas terapii maluchów. Recenzja Szumiącego Misia.


Niektórzy z Was pewnie wiedzą, że od jakiegoś czasu sprawdzałam jak Szumiący Miś Whisbear sprawdzi się w roli mojego asystenta podczas zajęć terapeutycznych z maluchami. Bardzo dziękuję Pani Uli, która przysłała mi Misia do testów!

Szumiący Miś Whisbear


Każdy maluch najlepiej czuje się we własnym domu - dobrze zna tę przestrzeń, czuje się w niej komfortowo i bezpiecznie. Nic więc dziwnego, że w sali lub gabinecie terapeutycznym (czyli nieznanym mu miejscu) zachowuje się niespokojnie, jest pobudzony, a może nawet płacze – jest to dla niego ogromna zmiana, wszystko wokół jest nowe, obce. Najtrudniejsze są początki - choć przy dzieciach wyjątkowo wrażliwych tzw. High Need Babies trudne są też i kolejne wizyty. Wszyscy terapeuci (a przynajmniej mam taką nadzieję!) starają się uczynić proces terapii jak najmniej stresującym dla dziecka. Ja również ciągle szukam nowych sposobów na to, aby dziecko polubiło te wizyty i aby jak najefektywniej wykorzystać czas, który mamy do dyspozycji – wiadomo, że układ nerwowy dziecka będący w optymalnym stanie pobudzenia (tzn. gdy dziecko  jest spokojne, ale jednocześnie gotowe do działania, zmotywowane) jest najbardziej plastyczny i najłatwiej wtedy wprowadzać pozytywne zmiany! A taki przecież jest cel terapii!

Gdy dowiedziałam się o istnieniu Szumiących Misiów Whisbear od razu wyobraziłam sobie takiego Misia dbającego o dobry nastrój maluchów podczas terapii! Byłam bardzo ciekawa czy biały szum, który emitują Misie, a który ma imitować szum słyszany przez dziecko będące jeszcze w brzuchu mamy, zadziała uspokajająco także podczas terapii, gdy dziecko jest w obcym miejscu, z obcą osobą  a dodatkowo jego układ nerwowy wykonuje ogromną pracę (dla nas może niewidoczną, ale kluczową dla uzyskania oczekiwanych efektów terapeutycznych) będąc stymulowanym poprzez różnorakie działania terapeuty. Biały szum w sali terapeutycznej, na której jednocześnie przebywa np. dwóch terapeutów i dwoje dzieci wraz z dwoma mamami, pełni jeszcze jedną ważną rolę – niejako izoluje dziecko od zewnętrznego hałasu (np. głosu mamy drugiego dziecka lub terapeuty pracującego z drugim dzieckiem), który powoduje dodatkowy stres.

Moje pierwsze wrażenie? Świetne! Szumiący Miś Whisbear jest bardzo starannie wykonany z przyjemnego w dotyku materiału, jego uszka i łapki szeleszczą, a żywe kolory są dobrze widoczne dla malucha. To wszystko sprawia, że Miś doskonale stymuluje rozwój sensoryczny dziecka. Miś ma kształt głowonoga (głowonogi to etap w rozwoju umiejętności plastycznych dziecka), przez co jest naprawdę wyjątkowy! A na dodatek został zaprojektowany i jest produkowany w Polsce. Jeśli chodzi o praktyczne aspekty – podoba mi się, że do Misia dołączony jest woreczek, w którym można przechowywać lub transportować Misia, to że można regulować głośność szumu oraz to, że w jego łapkach znajdują się magnesy, dzięki którym z łatwością można ulokować Misia przy wózku lub przy łóżeczku bez obawy, że Miś spadnie. Szumiący Miś Whisbear posiada także dożywotnią gwarancję!

Przechodząc już do sedna - czy Miś okazał się pomocny podczas terapii maluchów? TAK!

Szumiący Miś Whisbear zdał egzamin i otrzymał ode mnie certyfikat zaufanego asystenta terapeuty!

Najlepszą metodą okazało się profilaktyczne włączenie białego szumu jeszcze przed wejściem malucha do sali (głośność szumu można było wtedy ustawić na średnim poziomie). Dzięki temu dziecko nawet nie zaczynało się denerwować, nie przechodziło w stan nadmiernego pobudzenia – po wejściu rodzica z dzieckiem można było od razu przystąpić do działania! Zaoszczędzony czas jest naprawdę bezcenny i można wykorzystać go na dłuższą terapię! W przypadku gdy Miś wkraczał do akcji dopiero w momencie płaczu lub dużego niepokoju dziecka (konieczne było ustawienie głośności na wyższym poziomie), trzeba było chwilę poczekać na efekty jego działań, ale ostatecznie maluch również się uspokajał (na pewno trwało to krócej niż bez Misia). Jednak zgodnie z zasadą „Lepiej zapobiegać niż leczyć.” zdecydowanie preferuję pierwszy sposób korzystania z pomocy Misia!

Skoro Miś świetnie poradził sobie nawet podczas terapii, mogę śmiało przypuszczać, że w warunkach domowych spisze się również rewelacyjnie!
Osobiście polecam go wszystkim młodym mamom jakie spotykam w swoim życiu!

Uspokajające działanie Szumiącego Misia Whisbear zostało potwierdzone przez specjalistów różnych dziedzin zajmujących się rozwojem i zdrowiem maluchów, niedawno Miś dostał także pozytywną opinię Instytutu Matki i Dziecka!

Więcej o Szumiącym Misiu przeczytacie tutaj.

Jaka jest Wasza opinia o szumiącym misiu, jeśli takiego już posiadacie? A może właśnie zastanawiacie się nad jego zakupem?



piątek, 26 lutego 2016

Muzyk i emisjonistka opowiada czy każde dziecko może się nauczyć dobrze grać na jakimś instrumencie muzycznym lub śpiewać, jak wspomagać rozwój zdolności muzycznych niemowlęcia, jak muzyka wpływa na rozwój dziecka i czy rodzaj słuchanej muzyki ma znaczenie.

Dzisiaj mam dla Was drugą część wywiadu z muzykiem i emisjonistką :)

pierwszej części rozmawiałyśmy m.in.:
  • o sposobach na prawidłową emisję głosu u dziecka
  • o umuzykalniających zabawach dla dzieci w różnym wieku
  • o tym, kiedy warto zapisać dziecko na lekcję gry na instrumencie
  • o tym, jak wygląda rekrutacja dziecka do szkoły muzycznej
  • o słuchu absolutnym
  • o współwystępowaniu talentu do śpiewania i grania
  • o tym, czy talent muzyczny dziedziczymy po rodzicach

A dzisiaj dowiecie się:




-------------------------------------------------------------


Ja: Czy każde dziecko może się nauczyć śpiewać lub grać na jakimś instrumencie na dobrym (niekoniecznie profesjonalnym) poziomie?

MB: To trudne pytanie, bo zastanawiam się co to znaczy „dobry poziom”. Jednak zakładając, że jest to umiejętność zagrania/zaśpiewania tak by wykonaniem utworu sprawić słuchaczowi przyjemność, to odpowiedź brzmi – nie. Nie każdy ma słuch muzyczny i poczucie rytmu – a te zdolności są potrzebne by dobrze grać na instrumencie. Pomimo tego warto uczyć dzieci grać/śpiewać, ponieważ   wiele można jeszcze w tym wieku wykształcić, wyćwiczyć i odkryć.

Zastanowiłabym się też o jakim wieku dzieci mówimy. Przedszkolaki i dzieci ze szkoły podstawowej jak najbardziej powinny śpiewać, rozśpiewywać się. Jeśli chcą i mają taką możliwość, to niech grają też na instrumentach! W Niemczech w szkołach jest przedmiot pt. „orkiestra”! I faktycznie, dzieci mają do dyspozycji różne instrumenty i grają na nich, tworzą zespoły, bawią się muzyką. O to chodzi, bo śpiewanie i gra na instrumencie to wspaniała zabawa, ale też i wszechstronny rozwój.

Po etapie podstawówki  (nie muzycznej) można już zobaczyć, kto ma większy do tego talent, kto się tym naprawdę interesuje – wtedy warto już udoskonalać śpiew i grę na instrumencie.

Ja: Fantastyczny przedmiot "Orkiestra"! Zabawa i rozwój to połączenie idealne!   A jeśli chodzi o najmłodsze dzieci - jakie zabawy mogłabyś polecić rodzicom aby wspomagać rozwój zdolności muzycznych już u niemowlęcia?

MB: Dla niemowląt przede wszystkim - odbieranie muzyki wieloma zmysłami. Kołysanie w rytm muzyki, taniec z dzieckiem na rękach, śpiewanie. Jest naprawdę dużo muzycznych zabaw dostosowanych dla maleńkich dzieci.

Ciekawa aktywność umuzykalniająca to np. śpiewanie prostej delikatnej piosenki i – trzymając rączki dziecka – klaskanie z nim w rytm tej piosenki. Potem tak samo możemy zrobić ze stopami dziecka. Wszystko oczywiście delikatnie – ale w rytmie.

Ja: A jakie zachowania niemowlęcia, które mogą świadczyć o zaburzeniach słuchu, powinny zaniepokoić rodziców?

MB: Można zrobić proste ćwiczenie: szeleścić papierkiem z jednej strony głowy dziecka (ale nie za blisko) i z drugiej – jeśli dziecko reaguje – odwraca głowę, wzrok – to znaczy, że słyszy. Jeśli nie, to znaczy, że istnieje jakiś problem. Zawsze, jeśli cokolwiek w zachowaniu dziecka niepokoi rodziców – trzeba skonsultować ze specjalistą, wtedy nie czas na samodzielne sprawdzanie.

Ja: O, to jest bardzo ważna rada! A wracając do talentu muzycznego, czy wiąże się on z umiejętnościami tanecznymi? Warto zapisać dzieci uzdolnione muzycznie również na lekcje tańca?

MB: Muzyka, taniec, rytm to pojęcia bliskie sobie, wchłaniające się częściowo. Dlatego na moich zajęciach wprowadzam pierwsze elementy tańca. I na typowych rytmikach przedszkolnych, też jest to w programach. Warto zapisać dziecko na tańce, jednak trzeba się na coś zdecydować. Za dużo zajęć może dziecku zepsuć radość muzykowania.

Ja: Ile zatem czasu w tygodniu/w ciągu dnia warto poświęcać na kształtowanie zdolności muzycznych dziecka?

MB: Oczywiście dobrze, by muzyka była obecna w życiu dziecka codziennie. W różnych formach, niekoniecznie wszystko naraz. Zresztą na to czasu zwykle nie ma. Niech to będzie jednego dnia słuchanie muzyki, innego śpiewanie, potem zabawy muzyczne itd. Mówię tu o dzieciach, jeszcze nie szkolnych. Na etapie szkolnym natomiast umuzykalnienie dziecka jest nadal bardzo ważne i dobrze, by nadal było to codziennie chociaż kilkanaście minut. Czas jest oczywiście zależny od tego co chcemy osiągnąć – czy rozwijać muzykalność a tym samym rozwój ogólny dziecka, czy wykształcić umiejętności muzyczne.

Ja: Mówi się o tym, że edukacja muzyczna stymuluje rozwój dziecka - na jakie obszary funkcjonowania dziecka wpływa?

MB: Zdecydowanie tak! Muzyka pozytywnie wpływa m.in. na rozwój mózgu dziecka, np. za rozpoznawanie melodii odpowiedzialna jest prawa półkula a za rytm lewa - gdy gramy na instrumencie musimy te półkule koordynować. A zatem edukacja muzyczna trenuje obie półkule mózgowe i synchronizuje ich pracę! Dzięki temu dziecku zdecydowanie łatwiej przychodzi nauka nowych rzeczy oraz kojarzenie różnych faktów, co widoczne jest na lekcjach  Oczywiście muzyka kształtuje też  wrażliwość dziecka oraz jego kulturę już w tak młodym wieku.

By nauczyć się grać, śpiewać – trzeba dużo ćwiczyć – to uczy dziecko cierpliwości, koncentracji, dyscypliny, wytrwałości w dążeniu do celu. Oczywiście przy nauce jak i występach popełnia się mnóstwo błędów, co z kolei uczy pokory, siły, nie poddawania się. Z muzyką połączone są występy publiczne, a z występami stres, umiejętność zaprezentowania się – to buduje pewność siebie dziecka, uczy radzić sobie ze stresem. To wszystko to wspaniała szansa na wszechstronny rozwój dla dziecka, ale też pole do popisu dla rodzica.

Ja: Podchwycę temat roli rodzica - jeśli dziecko uczy się grać na instrumencie, dobrze mu to wychodzi, ale jednak zdarzają się dni, kiedy „buntuje się”, nie ma ochoty na ćwiczenia, to co powinien zrobić rodzic? Odpuścić, czy jakoś zmotywować do dalszych treningów?

MB: Rolą rodzica jest wspierać dziecko, towarzyszyć mu przy nauce muzyki. Uważam, że najważniejsze to „nie przeszkadzać”, bo jeśli dziecko lubi uczyć się grać na instrumencie, to siada do ćwiczeń z własnej woli – i o to chodzi. Oczywiście każdemu mogą zdarzyć się chwile zwątpienia, zmęczenia. Myślę, że wtedy wsparcie rodzica, jest najważniejsze. Często okazuje się, że wystarczy zapewnić dziecku kilka dni odpoczynku, bo zwyczajnie jest zmęczone. Czasem warto powymyślać ćwiczenia na instrumencie w formie zabawy. Albo zrobić coś inaczej, niekonwencjonalnie, np. zorganizować ćwiczenie na gitarze czy skrzypcach na świeżym powietrzu, albo ćwiczenie gry przerywać zabawami ruchowymi, konkursami, zagadkami. Jeśli dziecko faktycznie lubi naukę gry na instrumencie – wtedy te chwilowe kryzysy można w ten sposób przetrwać i faktycznie warto. Natomiast jeśli jest to ciągłe całkowite namawianie do gry – wtedy lepiej poszukać dziecku czegoś, co naprawdę będzie jego hobby.

Ja: Czyli jak zawsze – warto być uważnym: na potrzeby dziecka, na jego zainteresowania, warto obserwować jego emocje i samopoczucie. J Wracając natomiast do wpływu muzyki na rozwój dziecka - czy rodzaj muzyki towarzyszącej dziecku ma znaczenie? Czy np. muzyka popowa ma taką samą wartość jak muzyka klasyczna?

MB: Rodzaj słuchanej muzyki zdecydowanie ma znaczenie dla rozwoju dziecka. Proste porównanie – jeśli jako dorosła osoba słucham hałaśliwej, męczącej mnie muzyki – jestem rozdrażniona, nie mogę się skupić. Natomiast dobre dźwięki pomagają i w skupieniu się na jednej czynności, i w rozwoju inteligencji i w kształtowaniu gustów, nie tylko muzycznych. Tym jak dokładnie rodzaj muzyki  wpływa na człowieka (i działa nawet terapeutycznie) szczegółowo zajmuje się muzykoterapia. Podam mały przykład: słuchanie odgłosów przyrody działa wyciszająco i pomaga zregenerować system nerwowy. Odpowiadając na to pytanie - sama, jako rodzic, uświadamiam i przypominam sobie, jak bardzo muzyka może wspomagać rozwój dziecka. Na co dzień niestety często się o tym zapomina.

Ja: Bardzo trafne spostrzeżenie! Czasem zapominamy o oczywistych sprawach J Dlatego wciąż warto o tym mówić! Czy mogłabyś podać jeszcze jakieś ciekawostki naukowe związane z nauką grania/śpiewania/tańczenia?

MB: Ostatnio naukowcy stwierdzili, że śpiewanie w chórze poprawia nastrój. Uważam, że mają całkowitą rację! 

Ja: Dziękuję Ci bardzo za rozmowę i podzielenie się swoją wiedzą i pomysłami z czytelnikami bloga. Czy jest jeszcze coś co chciałabyś dodać?


MB: Gorąco namawiam i zachęcam rodziców, do tego by muzyka była obecna w domach na co dzień. Taka słuchana i taka towarzysząca nam „na żywo”. Przez zabawę, przez wspólne muzykowanie. Pomysłów na to jest  naprawdę wiele. A plusów takiego działania jeszcze więcej. 
--------------------------------------------------------

Czy Twoje dziecko uczęszcza na jakieś zajęcia związane z muzyką?
Jakiego rodzaju muzyki najczęściej słucha?
A może chodzi do szkoły muzycznej i obserwujesz u niego wpływ edukacji muzycznej na rozwój w innych sferach życia? :) 

poniedziałek, 22 lutego 2016

Muzyk i emisjonistka opowiada jak dbać o emisję głosu dziecka, jak rozpoznać talent muzyczny i słuch absolutny, kiedy warto zapisać dziecko do szkoły muzycznej lub na lekcje gry na instrumencie muzycznym oraz podaje przykłady zabaw umuzykalniających dla dzieci w różnym wieku.

Dzisiaj zapraszam Was serdecznie do zapoznania się z rozmową (a właściwie pierwszą jej częścią), którą przeprowadziłam z Marią Bartniczak - muzykiem i emisjonistką głosu :) 

Jakie m.in. tematy poruszyłyśmy w naszej rozmowie?


---------------------------------------------------------------------------

Ja: Witaj! Opowiedz proszę coś o sobie czytelnikom bloga - kim jesteś, czym się zajmujesz?

Maria Bartniczak: Z wykształcenia jestem muzykiem. I tą drogą podążam w swojej pracy. Jestem emisjonistką, trenerem wokalnym i nauczycielem. Pracuję z dziećmi i dorosłymi. Ta rozmowa ma być o dzieciach, dlatego w te szczegóły zagłębię się przede wszystkim. Nie pracuję w szkole. Prowadzę autorskie zajęcia rytmiki z umuzykalnieniem dla niemowląt i małych dzieci, a dla dzieci w wieku przedszkolnym i szkolnym ćwiczenia mowy i śpiewu. Są to przede wszystkim zajęcia dodatkowe.

Ja: Czym zajmuje się emisjonistka?

MB: Emisją głosu. Czyli tym co zrobić i w jaki sposób, by głos brzmiał lepiej, donośniej, wyraźniej, ładniej. Emisjonista wie jak poprowadzić czyjś głos, by mowa i śpiew były komfortowe i bez szkody dla strun głosowych.

Ja: Czy jest jakieś proste ćwiczenie dla dziecka, które pozwoli mu zadbać o prawidłową emisję głosu już od małego?

MB: Jest mnóstwo ćwiczeń dla dzieci. Najlepiej jednak ćwiczyć pod okiem specjalisty, przy nieświadomym ćwiczeniu głosu – można wyrządzić więcej szkody niż pożytku. Są oczywiście elementy – bardzo ważne – które można wykonywać w domu. Ćwiczenie, które dziecko może wykonywać samodzielnie to np. zabawa z piórkiem – piórko kładziemy na stole/podłodze i trzeba je przedmuchać na drugą stronę.

Ja: Skąd pomysł, aby zająć się właśnie muzyką? Czy towarzyszył Ci już od dziecka?

MB: Pomysł na muzykę pojawił się jeszcze w podstawówce – wtedy jako hobby. Pomysł by połączyć muzykę i dzieci, powstał naturalnie. Pracowałam jako wychowawczyni na koloniach letnich, bywało, że z sześciolatkami. Pracowałam z małymi dziećmi jako opiekunka. Widziałam jak dzieci chłoną muzykę. Wsłuchują się w głos, chcą więcej i więcej, jeśli tylko poświęci im się czas.

Ja: Znów pojawia się temat wartościowego i pełnego uważności czasu poświęcanego dzieciom - fajnie, że o tym wspominasz :) W Twoich słowach można wyczuć prawdziwą pasję! Czy mogłabyś podzielić się z nami przykładami umuzykalniających zabaw dla dzieci w różnym wieku?

MB: Oczywiście :) Oto kilka moich propozycji:

Dla niemowląt: słuchamy muzyki/śpiewamy i tuląc dziecko kołyszemy się w rytm tej muzyki.

Dla dzieci od ok 15. miesiąca: maszerujemy w rytm słyszanej muzyki, i reagujemy na umówione dźwięki. Np. dzwoneczki: dzieci udają, że dzwonią dzwoneczkiem; bębenek tupią nóżkami.

Dla dzieci powyżej 3 lat: dźwiękowe zgadywanki. Jedno dziecko ma zasłonięte oczy, inne „gra” na wybranym przez siebie przedmiocie (stukanie o szybę, otwieranie drzwi, szeleszczenie papierem). Następnie osoba, która miała zasłonięte oczy musi odgadnąć, jak stworzony był ten dźwięk.

Dodam tu jeszcze, że właściwie wszystkie zabawy dla młodszych dzieci można robić też dla starszych, ewentualnie lekko je modyfikując.

Ja: Super! Dziękuję za te świetne pomysły! :) A pracujesz z dziećmi indywidualnie czy w grupach? W jakim wieku są dzieci biorące udział w Twoich zajęciach?

MB: Pracuję z dziećmi w grupach oraz indywidualnie. Zależnie od potrzeb dziecka i tego na jaką formę zdecydują się rodzice. A wiek jest właściwie każdy: najmłodsze dziecko na moich zajęciach miało 3 miesiące, i wcale nie jest to niczym nadzwyczajnym! Oczywiście zajęcia dla najmłodszych są zupełnie w innej formie niż te dla starszych, i odbywają się zawsze z rodzicem/opiekunem w małej, kameralnej grupie. Górnej granicy wiekowej nie ma.

Ja: Wielu rodziców zastanawia się nad wysłaniem dziecka na lekcje gry na instrumencie - w jakim wieku dziecko może zacząć uczęszczać na takie zajęcia?

MB: To trudne pytanie, zdania wśród nauczycieli są na ten temat podzielone. Zależy to też od instrumentu. Według mnie, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że nauka gry na instrumencie to również nauka muzyki ogólnie: nut, rytmu itd. to już kilkulatki śmiało mogą rozpocząć tę przygodę. Natomiast zajęcia takie powinny być oczywiście prowadzone w formie zabawy i nie ma tu mowy o tym by dziecko siedziało przy pianinie przez całą długą lekcję.

Ja: A na jakich instrumentach najłatwiej nauczyć się grać?

MB: Do nauki gry na każdej z grup instrumentów potrzebne są inne, dodatkowe  zdolności, np. do nauki gry na skrzypcach trzeb mieć bardzo dobry słuch. Do grania na perkusji wyjątkowo dobre poczucie rytmu. Także tutaj nie uogólniałabym, że na jednym instrumencie jest łatwo a na innym trudno. Natomiast najbardziej popularne instrumenty do grania na podstawowym poziomie to gitara, pianino i flet prosty.

Ja: Po czym można rozpoznać czy dziecko ma talent muzyczny i czy warto zapisać je do pierwszej klasy szkoły muzycznej?

MB: Po pierwsze: warto obserwować, czy dziecko śpiewa, tańczy, gra na domowych instrumentach. By dostać się do szkoły muzycznej, trzeba przejść przesłuchanie. Można (a według mnie nawet należy) zrobić taką próbę wcześniej. Jeśli rodzic ma zdolności muzyczne – spokojnie może zrobić to sam. Jeśli nie – warto skonsultować się z nauczycielem muzyki. Na przesłuchaniach dziecko musi zaśpiewać piosenkę, powtórzyć rytm, powtórzyć dźwięki głosem. Ale nawet jeśli nie jest idealnie – to wcale nie oznacza, że dziecko nie ma słuchu. Może nie mieć po prostu wprawy.

Ja: A czy dziecko, które dobrze gra na instrumencie ma też niejako w pakiecie talent do śpiewania i odwrotnie - jeśli dobrze śpiewa to czy znaczy to, że dobrze będzie też dobrze grało na instrumencie?

MB: Jest tak, że głos ma każdy, a słuch muzyczny tylko niektórzy. Czyli teoretycznie, jeśli ktoś gra na instrumencie, to może też nauczyć się śpiewać. Jeśli takie dziecko fałszuje, to zwykle wynika to z braku dobrej emisji. Trzeba też pamiętać, że każdy ma określone zdolności głosowe – nie każdy będzie divą operową, ale czysto śpiewać, jeśli ma słuch – może się nauczyć. Bywają natomiast osoby, które grają na instrumencie (na poziomie na miarę własnych potrzeb i nie na każdym instrumencie), a nie mają słuchu muzycznego. I to też jest do zrobienia, choć wtedy nie zaśpiewają czysto i poprawnie. Jeśli natomiast ktoś czysto śpiewa = ma słuch muzyczny, to może nauczyć się grać na instrumencie.

Ja: Dużo mówi się o słuchu absolutnym - po czym poznać, czy dziecko ma ten dar?

MB: Słuch absolutny to umiejętność odtwarzania konkretnych dźwięków, nie mając żadnego do nich odniesienia. Osoba ze słuchem absolutnym może bez problemu, w każdym momencie zaśpiewać wybraną nutę – nie mając zewnętrznej podpowiedzi. Istnieje hipoteza, że człowiek rodzi się ze słuchem absolutnym – jednak przez brak dobrego umuzykalnienia w dzieciństwie – traci go. Trwają badania na ten temat, ale  np. w Japonii, gdzie edukacja muzyczna jest bardzo rozwinięta od wczesnego dzieciństwa – o wiele więcej osób posiada słuch absolutny.

Ja: Hmmm, to bardzo ciekawe!  Może dzięki naszej rozmowie, rodzice będą pamiętać o tym, jak ważne jest umuzykalnienie dziecka już od pierwszych dni, a tym samym uratujemy jakieś dziecko przed utratą słuchu absolutnego? A propos rodziców - czy talenty muzyczne dziedziczymy po rodzicach?

MB: Jest duże prawdopodobieństwo, że jeśli rodzice mają słuch muzyczny to dzieci również będą go mieć. Bywa jednak tak, że rodzice nie mają specjalnych uzdolnień muzycznych – a dziecko świetnie sobie radzi w tej dziedzinie.

---------------------------------------------------------------------------

Czy Wasze dzieci miały okazję uczestniczyć w zajęciach umuzykalniających? Dbacie w domu o rozwijanie talentu muzycznego Waszych dzieci?

A może Twoje dziecko uczy się grać na jakimś instrumencie lub śpiewać? W jakim wieku zaczęło? :) 

Znacie kogoś mającego słuch absolutny?

Piszcie - jestem ciekawa Waszych historii :) 

A z drugiej części rozmowy dowiecie się:
  • czy każde dziecko jest w stanie nauczyć się grać na jakimś instrumencie muzycznym lub śpiewać,
  • jak wspomagać rozwój muzyczny niemowlęcia,
  • jakie są zalety rozwijania zdolności muzycznych u dziecka,
  • czy rodzaj słuchanej muzyki ma wpływ na rozwój dziecka


Marię znajdziecie też na: