wtorek, 10 listopada 2015

Pchacz i skoczek dla dziecka okiem fizjoterapeuty. Jak wpływają one na rozwój dziecka? Pomagają czy szkodzą? Czy warto kupić dziecku pchacz lub skoczek? Gadżety dla dzieci cz.2

Zachęcam Was bardzo mocno do przeczytania pierwszej części artykułu, w której pisałam o chodzikach - możecie to zrobić tutaj , możecie też ściągnąć ją w formie pliku .pdf ( t u t a j )

Tą część możecie natomiast pobrać  T U T A J :) 

Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam moje zdanie na temat pchaczy i skoczków.





Wiecie już z poprzedniej części artykułu, że rozwój dziecka jest sprawą indywidualną i przebiega we własnym, najlepszym dla niego tempie oraz że przyspieszanie tego procesu może mieć bardzo przykre dla dziecka konsekwencje.

Zacznę od pchacza. Usłyszałam kiedyś takie mądre zdanie: „Gdyby pchacz, był potrzebny do nauki chodzenia to nie bylibyśmy dzisiaj istotami chodzącymi.” – kto słyszał o pchaczach w poprzednich epokach, a nawet zaledwie kilkadziesiąt lat temu? Chyba nikt… a jednak wszyscy zdrowi ludzie potrafią chodzić J

Pchacz to kolejny gadżet dla rodzica, nie dla dziecka! Pozwala dorosłemu zyskać chwilę czasu dla siebie i odpocząć - nie musi on nachylać się już do dziecka, aby prowadzić za rękę chodzącego niepewnie malucha.
Jednak jaką cenę może mu przyjść zapłacić za tą chwilę wygody? Dziecko używając pchacza, często nieprawidłowo ustawia stopy (obciążając nadmiernie wewnętrzny brzeg stopy), koślawi kolana (kolana skierowane do wewnątrz, tzw. Iksy) oraz nieprawidłowo obciąża kręgosłup poprzez zbytnie pochylenie tułowia do przodu. Może to spowodować wystąpienie w przyszłości wad postawy oraz doprowadzić do wcześniejszego zwyrodnienia stawów. Dodatkowo wiele pchaczy zbyt szybko przesuwa się do przodu co może doprowadzić do niekontrolowanego upadku dziecka i urazu głowy lub kończyn (dziecko trzymając pchacz rękoma wykazuje słabszą reakcję obronną – wyciągnięcie rąk w przód, aby podeprzeć się i ochronić głowę przed urazem – niż dziecko chodzące bez pchacza).

Jeżeli jednak nadal bardzo chcemy zakupić taką zabawkę dziecku, to dopilnujmy przynajmniej trzech rzeczy:
·                       kupmy pchacz dopiero w momencie, gdy dziecko umie już chodzić samodzielnie (samodzielnie oznacza bez pomocy mebli, ręki dorosłego, ani tym bardziej chodzika),
·                     zadbajmy o to, aby był on wystarczająco mocno obciążony,
·                      pilnujmy, aby dziecko używając go utrzymywało prawidłową postawę (odpowiednio ułożone stopy, kolana, tułów).

Dzięki spełnieniu tych warunków zapewnimy dziecku bezpieczeństwo (obciążony pchacz nie będzie zbyt szybko przesuwał się do przodu, co zapobiegnie upadkowi dziecka) oraz trening mięśni posturalnych (tzn. mięśni odpowiadających za prawidłową postawę ciała) – dziecko pchając coś ciężkiego odruchowo napina te właśnie mięśnie. Często dzieci wykorzystują jako pchacz zwykłe krzesło (kreatywność nie zna granic!) - dobrze sprawdzi się ono w takiej roli. J

Skoczki to stosunkowo nowy gadżet. Popularne stały się dopiero jakiś czas temu. Czy to dobrze? Dobrze, że dopiero kilka lat temu (nie wcześniej), źle natomiast, że w ogóle stały się popularne! Dla tych, którzy nie do końca wiedzą co to jest skoczek i do czego służy – jest to urządzenie zamontowane np. pod sufitem, w którym dziecko siedzi i odpychając się nóżkami od podłogi skacze w osi pionowej (góra-dół).

Wracając do tego, że nie należy przyspieszać rozwoju dziecka, chciałabym podkreślić, że dziecko naturalnie uczy się skakać dopiero ok. 2. roku życia. Na opakowaniach skoczków często widnieje natomiast informacja, że są one odpowiednie dla dziecka w wieku od ok. 6‑10 miesiąca życia. Struktury amortyzujące wstrząsy pojawiające się przy skakaniu na pewno nie są jeszcze wtedy u dziecka dojrzałe! Jak zapewne się domyślacie, negatywnie odbije się to na kręgosłupie i stawach(szczególnie stawach nóżek) dziecka. Zwracam też uwagę na to, że dziecko odbija się z palców stóp, co powoduje, że (tak jak w chodziku w przypadku odpychania się palcami stóp) uczy się nieprawidłowego obciążania stóp oraz może być przyczyną chodzenia na palcach w późniejszym wieku. Kolejnym podobieństwem do chodzika jest fakt, że dziecko w skoczku ma nieprawidłowe ustawienie miednicy, a co za tym idzie nieprawidłowo ją obciąża, co może skutkować zaburzeniami tej struktury. Dodatkowo dziecko wsadzone np. do skoczka nie może samo z niego wyjść, co rozwija w nim poczucie zależności od innych, zmniejsza jego kreatywność, a mniejsza różnorodność bodźców i mniej doświadczeń (poprzez pozostawanie w jednym miejscu) hamują jego ogólny rozwój. Czy jesteście w stanie poświęcić dobro dziecka dla jego chwilowego uśmiechu? Nie da się ukryć - większość maluchów z radością korzysta ze skoczków. Jednak zastanówmy się, czy nie można wywołać jego uśmiechu w inny sposób? Być może bardziej angażujący nasz czas i wymagający pomysłowości, ale o ile zdrowszy! J

Zwolennicy używania skoczków powiedzą na pewno, że skakanie w skoczku stymuluje np. zmysł propriocepcji (czucie głębokie) oraz układ przedsionkowy, dzięki któremu dziecko doskonali zmysł równowagi. Jest na to jednak o wiele lepszy sposób – mini trampolina!

Co myślę o mini trampolinach i huśtawkach używanych w domu oraz o rowerku biegowym dowiecie się w kolejnej części artykułu (dzisiejszy wpis znów okazał się dłuższy niż planowałam - nie chciałam jednak pominąć żadnej ważnej kwestii).

Podsumowując – dziecku do prawidłowego rozwoju absolutnie nie są potrzebne takie gadżety, jak chodzik, pchacz czy skoczek. Zamiast pomagać, zaburzają one rozwój dziecka, powodując wiele negatywnych skutków. Gdy dziecko ma problemy z napięciem mięśniowym (jest ono obniżone lub wzmożone), a zdarza się to niestety dość często (napięcie normalizuje się z czasem poprzez zapewnienie dziecku optymalnych warunków do rozwoju, odpowiednie jego układanie, podnoszenie i prawidłowe wykonywanie zabiegów pielęgnacyjnych), i mimo to korzysta z takich gadżetów, jego zaburzenia mogą się pogłębić i utrwalić.

Do prawidłowego rozwoju potrzebne są dziecku tylko: odpowiednia dawka ruchu, przestrzeń umożliwiająca mu swobodne przemieszczanie się, środowisko bogate w różnorodne bodźce, odpowiednia ilość czasu do kształtowania nowych umiejętności oraz cierpliwość, uważność i wiara rodzica.

Gdy dziecko ma zapewnione warunki, które nie będą hamować jego rozwoju, zupełnie wystarczającym motywatorem do nauki kolejnych umiejętności (takich jak chodzenie, siadanie czy skakanie) jest dla niego wrodzona ciekawość świataJ

Jeśli macie jakieś pytania do tej lub poprzedniej części, to napiszcie je w komentarzu – na pewno odpowiem J

Nie dajcie sobie wmówić, że dziecko potrzebuje tych nowoczesnych gadżetów, aby dobrze się rozwijać! W dyskusji z ich zwolennikami wykorzystajcie przytoczone przeze mnie argumenty. J Śmiało dzielcie się tym artykułem ze znajomymi, przyszłymi rodzicami lub rodzicami maluchów.

Macie w domu pchacz lub skoczek? Używaliście takich gadżetów jak Wasze dziecko było małe? 

Przypominam, że dzisiejszy wpis możecie pobrać w formie pliku .pdf   t u t a j



4 komentarze:

  1. Czasami człowiek przyjmuje za pewnik, że coś co jest stworzone dla dzieci jest dobre. Cały czas uczę się tej kontroli nad sobą, aby myśleć, zastanowić się dwa razy, czy dana rzecz nie wyrządzi krzywdy mojemu dziecku. Podobnie jest z kosmetykami. Jak można dodawać do płynów do kąpieli przeznaczonych od pierwszych dni życia, silnie uczulających składników. Teraz trzeba znać się na wszystkim, żeby nie dać się oszukać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety świat reklamy jest czasem okrutny i nie zważa na to czy dany produkt jest szkodliwy, czy wnosi wartość do czyjegoś życia (tylko takie produkty powinny być reklamowane!). Dodatkowo reklama jest okraszona pięknymi słowami takimi jak rozwój, szczęście, sukces dziecka itd. co podświadomie sprawia, że rodzice chcą kupić, aby nie pozbawiać dziecka szansy na te wszystkie pozytywne efekty zakupu. Bardzo mądre podejście - najlepiej sprawdzać w Internecie (w jakimś zaufanym źródle) lub pytać bezpośrednio specjalistów, czy warto coś kupić - czasem pozornie bardzo rozwojowe zabawki mogą wyrządzić więcej szkody niż pożytku... I tak jak mówisz czytać składy, zarówno kosmetyków, jak i produktów spożywczych! Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  2. Ja studiuję pedagogikę specjalną i dlatego jestem zdania, że rozwój dziecka to sprawa bardzo indywidualna a chodziki i popychacze, czy inne rzeczy, to tylko jakiś dziwny wymysł ludzkości, żeby ułatwić sobie życie. Bo dzisiaj najlepiej, żeby wszystko działo się szybciej a przecież rozwój nie na tym polega :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetne podejście! Właśnie to chciałam przekazać w tym artykule ;) cieszę się, że podzielasz moje zdanie.

      Usuń