wtorek, 10 listopada 2015

Pchacz i skoczek dla dziecka okiem fizjoterapeuty. Jak wpływają one na rozwój dziecka? Pomagają czy szkodzą? Czy warto kupić dziecku pchacz lub skoczek? Gadżety dla dzieci cz.2

Zachęcam Was bardzo mocno do przeczytania pierwszej części artykułu, w której pisałam o chodzikach - możecie to zrobić tutaj , możecie też ściągnąć ją w formie pliku .pdf ( t u t a j )

Tą część możecie natomiast pobrać  T U T A J :) 

Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam moje zdanie na temat pchaczy i skoczków.





Wiecie już z poprzedniej części artykułu, że rozwój dziecka jest sprawą indywidualną i przebiega we własnym, najlepszym dla niego tempie oraz że przyspieszanie tego procesu może mieć bardzo przykre dla dziecka konsekwencje.

Zacznę od pchacza. Usłyszałam kiedyś takie mądre zdanie: „Gdyby pchacz, był potrzebny do nauki chodzenia to nie bylibyśmy dzisiaj istotami chodzącymi.” – kto słyszał o pchaczach w poprzednich epokach, a nawet zaledwie kilkadziesiąt lat temu? Chyba nikt… a jednak wszyscy zdrowi ludzie potrafią chodzić J

Pchacz to kolejny gadżet dla rodzica, nie dla dziecka! Pozwala dorosłemu zyskać chwilę czasu dla siebie i odpocząć - nie musi on nachylać się już do dziecka, aby prowadzić za rękę chodzącego niepewnie malucha.
Jednak jaką cenę może mu przyjść zapłacić za tą chwilę wygody? Dziecko używając pchacza, często nieprawidłowo ustawia stopy (obciążając nadmiernie wewnętrzny brzeg stopy), koślawi kolana (kolana skierowane do wewnątrz, tzw. Iksy) oraz nieprawidłowo obciąża kręgosłup poprzez zbytnie pochylenie tułowia do przodu. Może to spowodować wystąpienie w przyszłości wad postawy oraz doprowadzić do wcześniejszego zwyrodnienia stawów. Dodatkowo wiele pchaczy zbyt szybko przesuwa się do przodu co może doprowadzić do niekontrolowanego upadku dziecka i urazu głowy lub kończyn (dziecko trzymając pchacz rękoma wykazuje słabszą reakcję obronną – wyciągnięcie rąk w przód, aby podeprzeć się i ochronić głowę przed urazem – niż dziecko chodzące bez pchacza).

Jeżeli jednak nadal bardzo chcemy zakupić taką zabawkę dziecku, to dopilnujmy przynajmniej trzech rzeczy:
·                       kupmy pchacz dopiero w momencie, gdy dziecko umie już chodzić samodzielnie (samodzielnie oznacza bez pomocy mebli, ręki dorosłego, ani tym bardziej chodzika),
·                     zadbajmy o to, aby był on wystarczająco mocno obciążony,
·                      pilnujmy, aby dziecko używając go utrzymywało prawidłową postawę (odpowiednio ułożone stopy, kolana, tułów).

Dzięki spełnieniu tych warunków zapewnimy dziecku bezpieczeństwo (obciążony pchacz nie będzie zbyt szybko przesuwał się do przodu, co zapobiegnie upadkowi dziecka) oraz trening mięśni posturalnych (tzn. mięśni odpowiadających za prawidłową postawę ciała) – dziecko pchając coś ciężkiego odruchowo napina te właśnie mięśnie. Często dzieci wykorzystują jako pchacz zwykłe krzesło (kreatywność nie zna granic!) - dobrze sprawdzi się ono w takiej roli. J

Skoczki to stosunkowo nowy gadżet. Popularne stały się dopiero jakiś czas temu. Czy to dobrze? Dobrze, że dopiero kilka lat temu (nie wcześniej), źle natomiast, że w ogóle stały się popularne! Dla tych, którzy nie do końca wiedzą co to jest skoczek i do czego służy – jest to urządzenie zamontowane np. pod sufitem, w którym dziecko siedzi i odpychając się nóżkami od podłogi skacze w osi pionowej (góra-dół).

Wracając do tego, że nie należy przyspieszać rozwoju dziecka, chciałabym podkreślić, że dziecko naturalnie uczy się skakać dopiero ok. 2. roku życia. Na opakowaniach skoczków często widnieje natomiast informacja, że są one odpowiednie dla dziecka w wieku od ok. 6‑10 miesiąca życia. Struktury amortyzujące wstrząsy pojawiające się przy skakaniu na pewno nie są jeszcze wtedy u dziecka dojrzałe! Jak zapewne się domyślacie, negatywnie odbije się to na kręgosłupie i stawach(szczególnie stawach nóżek) dziecka. Zwracam też uwagę na to, że dziecko odbija się z palców stóp, co powoduje, że (tak jak w chodziku w przypadku odpychania się palcami stóp) uczy się nieprawidłowego obciążania stóp oraz może być przyczyną chodzenia na palcach w późniejszym wieku. Kolejnym podobieństwem do chodzika jest fakt, że dziecko w skoczku ma nieprawidłowe ustawienie miednicy, a co za tym idzie nieprawidłowo ją obciąża, co może skutkować zaburzeniami tej struktury. Dodatkowo dziecko wsadzone np. do skoczka nie może samo z niego wyjść, co rozwija w nim poczucie zależności od innych, zmniejsza jego kreatywność, a mniejsza różnorodność bodźców i mniej doświadczeń (poprzez pozostawanie w jednym miejscu) hamują jego ogólny rozwój. Czy jesteście w stanie poświęcić dobro dziecka dla jego chwilowego uśmiechu? Nie da się ukryć - większość maluchów z radością korzysta ze skoczków. Jednak zastanówmy się, czy nie można wywołać jego uśmiechu w inny sposób? Być może bardziej angażujący nasz czas i wymagający pomysłowości, ale o ile zdrowszy! J

Zwolennicy używania skoczków powiedzą na pewno, że skakanie w skoczku stymuluje np. zmysł propriocepcji (czucie głębokie) oraz układ przedsionkowy, dzięki któremu dziecko doskonali zmysł równowagi. Jest na to jednak o wiele lepszy sposób – mini trampolina!

Co myślę o mini trampolinach i huśtawkach używanych w domu oraz o rowerku biegowym dowiecie się w kolejnej części artykułu (dzisiejszy wpis znów okazał się dłuższy niż planowałam - nie chciałam jednak pominąć żadnej ważnej kwestii).

Podsumowując – dziecku do prawidłowego rozwoju absolutnie nie są potrzebne takie gadżety, jak chodzik, pchacz czy skoczek. Zamiast pomagać, zaburzają one rozwój dziecka, powodując wiele negatywnych skutków. Gdy dziecko ma problemy z napięciem mięśniowym (jest ono obniżone lub wzmożone), a zdarza się to niestety dość często (napięcie normalizuje się z czasem poprzez zapewnienie dziecku optymalnych warunków do rozwoju, odpowiednie jego układanie, podnoszenie i prawidłowe wykonywanie zabiegów pielęgnacyjnych), i mimo to korzysta z takich gadżetów, jego zaburzenia mogą się pogłębić i utrwalić.

Do prawidłowego rozwoju potrzebne są dziecku tylko: odpowiednia dawka ruchu, przestrzeń umożliwiająca mu swobodne przemieszczanie się, środowisko bogate w różnorodne bodźce, odpowiednia ilość czasu do kształtowania nowych umiejętności oraz cierpliwość, uważność i wiara rodzica.

Gdy dziecko ma zapewnione warunki, które nie będą hamować jego rozwoju, zupełnie wystarczającym motywatorem do nauki kolejnych umiejętności (takich jak chodzenie, siadanie czy skakanie) jest dla niego wrodzona ciekawość świataJ

Jeśli macie jakieś pytania do tej lub poprzedniej części, to napiszcie je w komentarzu – na pewno odpowiem J

Nie dajcie sobie wmówić, że dziecko potrzebuje tych nowoczesnych gadżetów, aby dobrze się rozwijać! W dyskusji z ich zwolennikami wykorzystajcie przytoczone przeze mnie argumenty. J Śmiało dzielcie się tym artykułem ze znajomymi, przyszłymi rodzicami lub rodzicami maluchów.

Macie w domu pchacz lub skoczek? Używaliście takich gadżetów jak Wasze dziecko było małe? 

Przypominam, że dzisiejszy wpis możecie pobrać w formie pliku .pdf   t u t a j



środa, 28 października 2015

Chodzik dla dziecka okiem fizjoterapeuty. Jak chodzik wpływa na rozwój dziecka? Pomaga czy szkodzi? Czy warto kupić chodzik dla dziecka? Gadżety dla dzieci cz. 1


Dzisiaj chciałabym poruszyć temat szczególnie mi bliski i wciąż bardzo popularny w świecie młodych mam – czy chodziki, pchacze i skoczki pomagają czy może zaburzają rozwój dziecka? Niestety większość mam lubi porównywać osiągnięcia swoich dzieci z dziećmi koleżanek – dlatego chciałabym jeszcze raz  przypomnieć, że każde dziecko jest indywidualną, niepowtarzalną istotą i jego rozwój przebiega we własnym, najlepszym dla niego tempie. Jeżeli dziecko jest gotowe, aby usiąść, stanąć, chodzić to po prostu zacznie to robić. Przyspieszanie na siłę tych procesów może okazać się dla niego bardzo przykre w skutkach. Czy naprawdę chcesz, aby Twoje dziecko od swych pierwszych dni brało udział w „wyścigu szczurów” i rywalizowało ze swoimi rówieśnikami w zdobywaniu kolejnych umiejętności? Życie to nie jest gra – efekty spełniania naszych ambicji zostaną z dzieckiem na długie lata. 

Dzisiejszy artykuł możecie również pobrać t u t a j :) 
Drugą część możecie pobrać t u t a j :)

Zacznę może od wyjaśnienia pewnej kwestii – dziecko prawidłowo rozwijające się powinno zacząć stawiać pierwsze kroki do 18. miesiąca życia, a nie tak jak często się mówi do 12. – wiele razy mamy przychodzą zmartwione i pytają: „Dlaczego moje dziecko skończyło już roczek, a jeszcze nie chodzi?”. Roczne dziecko powinno już stać, jednak nie musi jeszcze chodzić. Ma na wypracowanie tej jakże trudnej umiejętności jeszcze całe pół roku! Dajmy mu czas, bądźmy cierpliwi i cieszmy się każdym dniem jego prób i starań - dorośli nie pamiętają już ile wysiłku kosztuje opanowanie sztuki chodzenia, wytrwałość dziecka uczącego się chodzić jest naprawdę godna podziwu! Pozwólmy mu cieszyć się z  tego sukcesu osiągniętego ciężką pracą  – nie prowadźmy go za rękę dopóki samo nie zacznie pewnie stawiać kroków (wiem, że to bardzo kuszące – rodzic może dumnie spacerować ze swoim „tak bardzo  samodzielnym” dzieckiem), nie wkładajmy go do chodzika! Na wszystko przyjdzie czas.






Czym skutkuje korzystanie z chodzika lub prowadzenie za rękę ledwo trzymającego pion malucha?

  • Nieprawidłowy rozwój kręgosłupa i mięśni odpowiadających za prawidłową postawę ciała  (w przyszłości bardzo duże ryzyko wystąpienia wad postawy)
  • Nieprawidłowy rozwój stawów biodrowych i stópek dziecka (ryzyko zwyrodnień we wcześniejszym wieku spowodowane nieprawidłowym rozłożeniem ciężaru ciała)
  • Nieprawidłowe ustawianie miednicy (spowodowane tym, że dziecko nie ćwiczy przenoszenia ciężaru ciała z jednej nogi na drugą)
  • Osłabienie mięśni całego ciała (dziecko w tym wieku powinno je wzmacniać poprzez jak najczęstsze przebywanie na podłodze – pełzanie, czworakowanie, obroty z brzucha na plecy i z powrotem itd. – aby dobrze przygotować się do biegania i skakania, a także do długotrwałego przebywania w pozycji siedzącej w późniejszym wieku)
  • Ograniczenie bodźców dotykowych (kontakt z podłożem mają tylko palce stóp, którymi dziecko się odpycha! Dziecko, nie spędzając wystarczającej ilości czasu na podłodze czy materacu, nie ćwiczy zmysłu dotyku, przez co może mieć później  problem z prawidłową integracją sensoryczną)
  • Nieumyślnie spowodowane urazy stawów barkowych (mogą wystąpić w przypadku zbyt silnego ciągnięcia ramienia dziecka do góry podczas „spaceru” z dorosłym)
  • Brak treningu zmysłu równowagi (dziecko siedzi stabilnie w chodziku, nie musi pracować nad utrzymaniem równowagi - w przyszłości będzie narażone na zaburzenia integracji sensorycznej)
  • Nieumiejętność prawidłowego upadania i wstawania (upadanie i podnoszenie się to bardzo ważna umiejętność! trening upadania i podnoszenia się po upadku kształci u dziecka takie cechy jak wytrwałość, odwaga i pewność siebie, a także zapobiega potencjalnym urazom przy niefortunnym upadku w późniejszym wieku)
  • Strach przed porażką i podejmowaniem działania w przyszłości (tak! Używanie chodzików ma negatywny wpływ nie tylko na rozwój ruchowy i fizyczny – niekorzystnie wpływa również na rozwój psychiczny dziecka)
  • Strach przed samodzielnym poruszaniem się dziecka (dziecko nie czuje się bezpiecznie chodząc o własnych siłach, daje to efekt odwrotny od zamierzonego - opóźniona nauka chodzenia)
  • Duże ryzyko, że dziecko jako kilkulatek będzie chodziło na palcach i nieprawidłowo obciążało stopy (przyczyna chodzenia na palcach: wzmożone napięcie mięśniowe kończyn dolnych - przecież dziecko w chodziku odpycha się głównie palcami stóp! Jak w takim razie miałoby nauczyć się prawidłowo obciążać stopę i zaczynać krok od kontaktu pięty z podłożem?)
  • Gdy dziecko nie nauczyło się jeszcze czworakować, często zaczynając używać chodzika, pomija ten bardzo ważny w rozwoju etap (dlaczego bardzo ważny? Poruszę tą kwestię w osobnym wpisie.)
  • Brak wyczucia odległości i świadomości położenia własnego ciała w przestrzeni (dziecko może później chodząc uderzać w ściany, a w dorosłym życiu mieć np. problem z parkowaniem! tutaj znów zagrożeniem są zaburzenia integracji sensorycznej)
  • Nieestetyczny chód (dziecko uczy się nieprawidłowego wzorca chodu, który w przyszłości będzie bardzo trudno przekształcić w prawidłowy model)
  • Spowolnienie ogólnego rozwoju i zmniejszenie ciekawości świata (dziecku trudniej zmienić kierunek poruszania się w chodziku niż podczas np. czworakowania, przez co zazwyczaj będzie poruszało się po prostu do przodu nie zwracając uwagi na przedmioty położone po swojej lewej lub prawej stronie)


Mam nadzieję, że udało mi się jasno wytłumaczyć oraz przekonać Was, że stosowanie chodzików oraz prowadzenie dziecka (które nie jest jeszcze na to gotowe) za rękę nie pomaga dziecku w nauce prawidłowego chodu, wręcz przeciwnie – powoduje wiele problemów, z którymi dzieci będą zmagać się później przez wiele lat.

Dla przypomnienia – te negatywne skutki to m.in.: wady postawy, nieprawidłowy nieestetyczny chód, ryzyko zwyrodnień we wcześniejszym wieku, opóźniona nauka chodzenia oraz innych umiejętności takich jak bieganie czy skakanie, ryzyko wystąpienia zaburzeń integracji sensorycznej, osłabienie mięśni, urazy stawów barkowych, strach przed porażką i niechęć do podejmowania wyzwań, brak wiary we własne możliwości, utrata zainteresowania światem, wzmożone napięcie mięśniowe i chodzenie na palcach, ominięcie etapu czworakowania, brak wyczucia odległości.

Jeżeli babcia, mama, ciocia lub koleżanka namawiają Cię do kupienia chodzika lub dają Ci go w prezencie i oczekują, że Twoje dziecko będzie z niego korzystać wytłumacz im grzecznie, ale stanowczo dlaczego nie chcesz tego robić - możesz posłużyć się przytoczonymi przeze mnie argumentami (cały wpis możecie pobrać tutaj i wydrukować) !

Artykuł okazał się długi, ale temat jest bardzo ważny – nie chciałam w nim niczego pominąć, dlatego o pchaczach i skoczkach przeczytacie już w kolejnym wpisie!


A teraz do dzieła! Dzielcie się tymi merytorycznymi argumentami przeciwko używaniu chodzików ze wszystkimi młodymi mamami, jakie znacie! :)



środa, 14 października 2015

Czy warto czytać dziecku będąc w ciąży? Jakiej muzyki słuchać w ciąży?

Takie pytania zadaje sobie wiele przyszłych mam. Czy dziecko już słyszy, co słyszy, czy rozpoznaje nasz głos, czy warto do niego mówić, czy warto mu czytać na głos/śpiewać piosenki/słuchać muzyki klasycznej?


Zacznijmy od podstaw, czyli tego jak rozwijają się funkcje słuchowe w okresie prenatalnym (gdy dziecko jest jeszcze w brzuchu mamy). W pierwszych trzech miesiącach życia płodowego narząd słuchu to najlepiej rozwinięty narząd zmysłu u dziecka. Między 4. a 5. miesiącem życia w brzuchu mamy pojawia się już u niego reakcja na bodźce dźwiękowe.

Stymulacja dźwiękowa powoduje wzrost aktywności ruchowej i zmiany fizjologiczne u dziecka. Pod wpływem bodźców akustycznych kształtuje się motoryka duża ale także, ruchy mięśni twarzy czy mięśni wpływających na działanie narządów wewnętrznych. Zmiany w natężeniu i częstotliwości dźwięków powodują zmiany w rytmie serca. Jeśli słuchamy niespokojnej muzyki, dziecko zazwyczaj zareaguje również niespokojnie – grymasy, chaotyczne ruchy ciała, nieregularne bicie serca. Reakcja na silne dźwięki jest różna u różnych dzieci, można już wtedy przewidywać sposób reakcji dziecka na stresujące bodźce w przyszłości.

Do rozwijającego się dziecka najczęściej dociera głos matki (wiadomo, jest ona osobą z którą dziecko przebywa 24/7 J ale także dlatego, że lepiej odbiera ono głosy o wyższej częstotliwości) i jest on najprzyjemniejszym dla niego głosem. Stąd uzasadnienie tzw. Baby talk czyli mowy rodzicielskiej, gdy mówiąc do małego dziecka automatycznie używamy wyższej częstotliwości głosu – dziecko po prostu wtedy lepiej nas słyszy.

W trakcie ciąży u dziecka kształtuje się także zdolność różnicowania dźwięków i pamięć słuchowa. Wyniki badań pokazują, że noworodki, którym mamy będąc jeszcze w ciąży czytały dwa razy dziennie  pewne rymowane utwory, zdecydowanie wolały słuchać właśnie tych tekstów niż utworów o innej rytmice lub czytanych przez inną osobę.

W czasie życia płodowego pod wpływem różnych dźwięków, w tym mowy stymulowany jest rozwój psychomotoryczny dziecka. Terapia słuchowa Tomatisa opiera się właśnie na stymulowaniu dźwiękami mowy zahamowanych funkcji słuchowych, gdy dziecko ma np. zaburzenia mowy. Dziecko, które w życiu płodowym doświadczało dużej ilości zróżnicowanych bodźców akustycznych (oczywiście w granicach rozsądku!) lepiej rozwija się pod względem psychomotorycznym niż dziecko, do którego docierała mała liczba słabo zróżnicowanych bodźców . Dlatego warto mówić do dziecka, słuchać różnego rodzaju  muzyki - wspomagamy wtedy jego ogólny rozwój! Wiadomo także, że po urodzeniu dziecko potrafi szybciej się uspokoić gdy słucha głosu, który zna już od kilku miesięcy lub gdy słucha muzyki o znanej mu rytmice, natężeniu i częstotliwości dźwięków.

 Bardzo polecana dla nienarodzonego jeszcze dziecka jest muzyka Mozarta i chorały gregoriańskie ze względu właśnie na szeroki zakres częstotliwości dźwięków. Odpowiedni rytm utworu zbliżony do rytmu oddechowego pozytywnie wpływa także na naukę prawidłowego oddychania. Zaleca się również słuchanie utworów Vivaldiego i Schumanna. Z kolei słuchanie Beethovena czy Brahmsa powoduje, że dziecko jest raczej niespokojne. Dużo zależy od stanu emocjonalnego mamy związanego z konkretnymi bodźcami dźwiękowymi, wiadomo przecież, że dziecko będące jeszcze w brzuchu odczuwa emocje mamy  – jeśli np. denerwuje ją jakaś szczególna piosenka, to jest duże prawdopodobieństwo, że dziecko będzie niespokojne słuchając tego utworu, także już po przyjściu na świat. Po prostu kojarzy sobie, że w brzuchu docierały do niego sygnały, że ta piosenka nie jest przyjemna. I odwrotnie, jeśli mamę relaksuje jakiś utwór, to również dziecko będzie się przy nim uspokajało. J



Podsumowując – będąc w ciąży warto jak najczęściej relaksować się przy ulubionej muzyce, mówić do dziecka/czytać mu/śpiewać mu piosenki – poza oczywistą korzyścią (odpoczynek oraz łatwiejszy poród poprzez trening wydechowy w trakcie śpiewania) dla mamy, taki muzyczny relaks to również bardzo ważna sprawa dla dziecka. Słuchając odpowiedniej muzyki oraz mówiąc do nienarodzonego jeszcze dziecka/czytając mu/śpiewając wspaniale wspomagamy jego rozwój psychomotoryczny (będzie mu dzięki takim sesjom muzycznym łatwiej nauczyć się mówić, kształtować kolejne umiejętności ruchowe, a także w przyszłości uczyć się w szkole) oraz wyposażamy je w umiejętność  szybszego uspokojenia się już po przyjściu na świat – wystarczy, że mama włączy znaną mu muzykę lub sama zaśpiewa piosenki, które śpiewała mu będąc w ciąży a maluch na pewno się zrelaksuje. Mama oczywiście też. J

Jakiej muzyki słuchacie/słuchałyście będąc w ciąży? Czytałyście lub śpiewałyście maluszkowi  będącemu jeszcze w brzuchu?

*zdjęcie znalezione w Internecie

poniedziałek, 14 września 2015

Co to jest mandala? Jakie korzyści daje dzieciom tworzenie mandali?

Słowo MANDALA pochodzi z Indii i oznacza „koło”.  Jest symbolem wszechświata, harmonii, doskonałości. Obecnie mandala staje się coraz bardziej popularna jako technika terapeutyczna wykorzystywana w pracy z dziećmi i dorosłymi. Jako pierwszy wprowadził ją do swojej praktyki znany psychoanalityk Carl Gustav Jung jako technikę pozwalającą nieświadomości ujawnić się w postaci symboli umieszczanych w tworzonej mandali.

Podstawą do tworzenia mandali jest narysowany okrąg. Oczywiście, możemy też kupić gotowe wzory do kolorowania. W tej kwestii panuje pełna dowolność – jeżeli mamy ochotę i czas narysujmy mandalę samodzielnie, a jeśli nie czujemy się na siłach to skorzystajmy z dostępnych szablonów. Kolory i używane do tworzenia mandali materiały powinniśmy wybierać intuicyjnie – odrzućmy chęć kontrolowania wszystkiego, oceniania i zbyt długiego obmyślania każdej kolejnej czynności – dajmy porwać się spontaniczności :)

Przykładowa mandala - zdjęcie z www.wefollowpics.com

Tworzenie mandali to akt twórczości przebiegający z czystą radością tworzenia i samorealizacji będący wynikiem kreatywności twórcy – pomaga „wyżyć się” artystycznie i oderwać od problemów, pozwala poczuć FLOW, daje przedsmak tego czym jest PASJA. Brzmi wspaniale!

Jakie jeszcze korzyści daje tworzenie mandali?
  •  pozwala się wyciszyć i zrelaksować, nawet nadpobudliwym dzieciom
  •  jest wspaniałą metodą radzenia sobie ze stresem
  •  poprawia koncentrację i skupienie
  •  uczy wytrwałości, cierpliwości i konsekwencji w dążeniu do celu
  •  jest świetną zabawą, do której w najprostszej wersji wystarczy kartka papieru i kredki
  •  sprzyja dotarciu do swojej podświadomości i zrozumieniu swoich emocji, myśli, lęków
  •  pomaga wyrażać swoje uczucia
  •  dobrze obrazuje fakt, że aby osiągnąć duży cel należy wykonać wiele małych kroczków
  •  pomaga odzyskać wewnętrzną równowagę i spokój ducha
  •  rozwija wyobraźnię
  •  pozwala na kreatywność przy wyborze używanych do procesu materiałów
  •  sprzyja twórczemu myśleniu
  •  wpływa na prawidłowy rozwój koordynacji wzrokowo-ruchowej i motoryki małej (zdolności manualne)
  •  pozwala skierować  swoją uwagę ze świata zewnętrznego na wewnętrzny, lepiej poznać siebie, swoje pragnienia i potrzeby – kształtuję inteligencję intrapersonalną
  •  kształtuje wrażliwość estetyczną
  •  aktywizuje nieśmiałe, bierne, apatyczne dzieci, sprawiając, że stają się one bardziej otwarte, pewne siebie i zaczynają nawiązywać relacje społeczne (na początku w postaci kontaktu wzrokowego i uśmiechu,) - pytają co narysowały pozostałe dzieci, opowiadają co one same chciały przedstawić w swojej mandali
  •  rozwija umiejętności plastyczne, techniczne
  •  pomaga dziecku wypracować własny styl i odpowiedzieć sobie na pytanie co mu się podoba, a co niekoniecznie  przypadło mu do gustu

Oceniając użyte kolory, rodzaj i rozmieszczenie poszczególnych elementów mandali można próbować zrozumieć, co dzieje się w głowie dziecka – w jakim jest nastroju, czy ma jakieś problemy itd.


Więcej o interpretacji mandali przeczytacie w jednym z kolejnych wpisów :)


zdjęcie pochodzi ze strony http://wefollowpics.com/

------------------------------------

Znacie technikę MANDALI? Tworzycie własne mandale? :)

MANDALA to świetny pomysł na wspólne spędzenie wartościowego czasu z dzieckiem! :) 

piątek, 23 stycznia 2015

Jak szybko poradzić sobie z przeziębieniem? Proste i naturalne metody leczenia infekcji i sposoby na wzmocnienie odporności.

Od kiedy pamiętam zawsze dość często chorowałam - przynajmniej raz w każdym sezonie jesienno-zimowym konieczna była u mnie kuracja antybiotykiem, a kilka razy w roku leczyłam się popularnymi preparatami leczącymi objawy grypy, praktycznie całą zimę psikałam, kaszlałam itd. 

Od okołu dwóch lat, odkąd wprowadziłam do swojego życia wiele zmian, nie potrzebowałam na razie (i mam nadzieję, że to się nie zmieni!) żadnego antybiotyku, a jeśli złapałam jakąś infekcję, to zamiast leżenia w łóżku przez dwa tygodnie, jak to wcześniej bywało, wracałam do zdrowia o wiele szybciej i przechodziłam to łagodniej niż wcześniej. 

Jednak nawet tygodniowa choroba zaczęła być dla mnie uciążliwa - szkoda mi czasu na chorowanie, a później dodatkowo regenerację po chorobie. Szukałam jeszcze skuteczniejszych metod leczenia infekcji i zapobiegania im. Przeczytałam wiele artykułów na ten temat i przetestowałam na sobie wiele metod. 

Chciałabym podzielić się z Wami moimi sprawdzonymi sposobami.

Naturalne metody leczenia infekcji. - zdjęcie z www.gotujmy.pl



To jakie są te polecane przeze mnie naturalne metody leczenia infekcji?


  • przede wszystkim profilaktyka (czyli szeroko rozumiany zdrowy styl życia: odpowiednia ilość aktywności fizycznej, snu, odpoczynku, wypitej wody i dobrze zbilansowana dieta (zdrowe napoje i posiłki (u mnie obowiązkowo CIEPŁE ŚNIADANIA!) bogate w witaminy, kwasy omega3, minerały i antyoksydanty - nie będę omawiać tutaj szczegółów - oraz koniecznie zadbanie o mikroflorę jelit (probiotyki i prebiotyki)) - u mnie dużą rolę odgrywa też spożywanie imbiru (świeży do herbaty i potraw lub sproszkowany), ssanie oleju kokosowego, jedzenie miodu i innych produktów pszczelich, suplementacja witaminy D3, olejek z oregano, przyjmowanie spiruliny i młodego jęczmienia, (można dodawać je do koktajli/potraw) i tzw. mieszanki ajurwedyjskiej - "naturalnego antybiotyku". Aby ją przygotować odmierz 1 łyżeczkę: kurkumy, imbiru, pieprzu, kardamonu, cynamonu, chili i wszystko razem wymieszaj. Codziennie 1-2 razy dziennie odmierzam pół łyżeczki mieszanki i łyżeczkę miodu i... zjadam :) Na początku może wydawać się ostre i bardzo intensywne, ale szybko się przyzwyczaisz, a efekty w postaci świetnej odporności wszystko wynagrodzą :) 
a dodatkowo w czasie choroby:
  • co godzinę ciepła herbata (w moim przypadku były to np. rumianek, lipa, malinowa, z czarnego bzu, czystek, szałwia, z czarnej porzeczki, aronii, żurawinowa - wszystkie herbaty poprawiające odporność) z dość grubym plastrem świeżego imbiru pokrojonego na drobne kawałeczki
  • dodatkowo raz dziennie dawka syropu z pędów sosny lub z czarnego bzu (akurat te miałam w domu, ale może być też syrop z aronii czy z maliny) dolana do herbatki
  • stosowanie rozgrzewających przypraw o działaniu przeciwzapalnym takich jak kurkuma, cynamon, kardamon, goździki
  • 3 razy w ciągu dnia ciepła woda z imbirem, cytryną i miodem
  • spray nawilżający gardło z minerałami i algami 
  • tabletki do ssania z propolisem i porostem islandzkim
  •  spray z solą morską do nosa 
  • "płukanka" do gardła - szklanka zaparzonej szałwii z łyżeczką soli i łyżeczką octu jabłkowego (oryginalnie receptura pochodzi ze strony Agnieszki Maciąg i zawiera też propolis)
  • ząbek czosnku
  • moczenie stóp w ciepłej wodzie z solą (później wytarcie do sucha i ubranie ciepłych skarpet!) - polecam dodać do soli do kąpieli zalecaną ilość olejków eterycznych z lawendy, eukaliptusa, drzewa herbacianego, rozmarynu lub tymianku - pachnie obłędnie i działa genialnie!
  • aromaterapia w postaci inhalacji bądź stosowania kominków aromaterapeutycznych (naturalne olejki eteryczne!!!)
  • odwrócone pozycje jogi, czyli np. stanie na głowie lub popularna "świeca" :)


wg portalu joga-joga.pl:


"Pozycje odwrócone

To kluczowe pozycje w jodze. Wymagają stabilności ciała i umysłu. Wykonuje się je zwykle pod koniec sesji, kiedy ciało jest już dobrze rozgrzane. Mają szerokie działanie prozdrowotne: zwiększają dopływ czystej, utlenionej krwi do komórek mózgowych, co zwiększa moc intelektu i jasność myślenia. Poprawiają krążenie limfatyczne i żylne. Poprawiają pracę serca, stymulują system immunologiczny. Regulują gospodarkę hormonalną i przemianę materii, wykorzeniają przeziębienia i dolegliwości górnych dróg oddechowych. Leczą astmę i zapalenie zatok. Odmładzają i regenerują skórę twarzy. Umożliwiają samo oczyszczenie się organizmu, pomagają usuwać toksyny. Usuwają bóle głowy. Działają odprężająco na układ nerwowy. Gwarantują dobry sen. Uspokajają, pomagają pozbyć się lęków i depresji, spojrzeć na wszystko z innej strony jednocześnie energetyzują ciało. "

Ja jestem wierna naturalnym metodom wzmacniania odporności i leczenia infekcji jeśli już jakaś się przydarzy, Wam również polecam przetestować te metody - najważniejsze to REGULARNOŚĆ i wiara w to, że naturalne metody stymulujące zdolności obronne naszych organizmów wystarczą, aby poradzić sobie z infekcją!

Oczywiście jeśli jednak stan zdrowia tego wymaga to koniecznie udajcie się do lekarza :) 

Pozdrawiam i życzę dużo zdrowia w tym trudnym zimowym czasie!

*zdjęcie pochodzi ze strony gotujmy.pl

-------------------------------------

EDIT 15.10.2016

Po prawie dwóch latach od napisania tego tekstu mogę powiedzieć, że stosowane przeze mnie metody działają bez zarzutu :) Moja odporność jest tak dobra jak nigdy wcześniej! 

Polecam! Koniecznie spróbujcie :) Długofalowe skutki ich stosowania przerosną Wasze najśmielsze oczekiwania!

Pamiętajcie, PROFILAKTYKA jest najważniejsza i nie jest to pusty slogan!

-------------------------------------

A Wy jak radzicie sobie z przeziębieniami i jak wzmacniacie swoją odporność? 

Słyszeliście kiedyś, np. o takiej mieszance ajurwedyjskiej lub o pozytywnym wpływie jogi na odporność?


poniedziałek, 3 listopada 2014

Zabawy kształtujące uważność dziecka. Trening uważności dla dzieci.

Dzisiaj wracam do Was z porcją kolejnych zabaw zwiększających uważność dzieci. Liczba takich pomysłów jest właściwie nieograniczona i zależy tylko i wyłącznie od naszej wyobraźni i kreatywności.

Oto kilka moich propozycji:
  • Zabawa z zapachem – dajemy dziecku do powąchania np. olejek zapachowy i pytamy, czy zapach mu się podoba, czy rozpoznaje go i umie nazwać, z czym mu się kojarzy, czy przywołuje jakieś wspomnienia, czy wywołuje w organizmie jakieś zmiany (np. przyspieszone /spowolnione bicie serca, zwiększenie wydzielania śliny, przyjemne mrowienie w ciele itd.). Podczas zabawy najlepiej zamknąć oczy, aby pobudzany zmysł był bardziej wyostrzony.
Inne warianty tego pomysłu to zabawa z melodią (znana piosenka z reklamy, niesłyszany wcześniej utwór muzyczny, dźwięki natury itp.), smakiem (dajemy dziecku do spróbowania różne potrawy i napoje, oczywiście z zachowaniem zasad zdrowego rozsądku), głosem innych ludzi (może być to ktoś z rodziny, sławna osoba lub ktoś nieznajomy), kawałkiem materiału (chodzi o jego fakturę) itd.

  • Bańki mydlane – powolne tworzenie baniek, obserwowanie swojego oddechu i jego wpływu na rozmiary bańki, następnie przyglądanie się torowi lotu baniek, próby złapania bańki bez jej pęknięcia itd.




Inny wariant to zabawa z balonami (tutaj dla bezpieczeństwa warto samemu nadmuchać balony, dziecko może obserwować zmiany ich wielkości z pewnej odległości).
  • Kolorowe wiatraczki – wprawianie ich w ruch z wykorzystaniem wiatru (na świeżym powietrzu) lub własnego oddechu, wsłuchiwanie się w odgłosy kręcącego się wiatraczka i obserwowanie jak wraz ze wzrostem szybkości kręcenia jego kontury się rozmywają
  • Zabawa w magiczny worek – w nieprzezroczystym woreczku umieszczamy przedmioty o różnej wielkości i wadze, zbudowane z różnych materiałów itd. Dziecko wkłada rękę do środka i po dotyku próbuje odgadnąć jaki przedmiot wylosowało. (tzw. pudełko sensoryczne)
  • Rysowanie po plecach – dziecko leży na brzuchu, a my palcem/piórkiem/patyczkiem higienicznym itp. rysujemy na jego plecach różne kształty – mogą to być litery lub proste symbole takie jak słońce, domek, drzewo, serce itd.
  • Eksperymenty w kuchni – np. rozpuszczanie cukru/soli w wodzie, tworzenie zawiesiny w przypadku dodania mąki/piasku do wody, ścinanie się białka kurzego we wrzątku (trzeba zachować szczególną ostrożność!), otwarcie uprzednio wstrząśniętej butelki z wodą gazowaną itd.
  • Zabawa z pulsem – nauczenie dziecka jak można wyczuć puls u człowieka i wspólne obserwowanie jego zmian przed, podczas i po zakończeniu różnych czynności, np. bieganie, zwolnienie do marszu, skakanie, leżenie itd. Dziecko może sprawdzać i porównywać puls u siebie i swojego opiekuna. Ważne jest podkreślenie, że po każdym wzroście szybkości bicia serca puls po pewnym czasie wraca do normy (jak szybko to się dzieje zależy od tego co robimy, o czym myślimy itd.) i że jeśli dziecko w przyszłości się zdenerwuje to może spróbować skupić się na tym aby jego serce zwolniło swój rytm i wróciło do prawidłowego stanu (może usiąść na chwilę i pomyśleć o czymś przyjemnym).
  • Obserwowanie oddechu – próba ustalenia i nazwania jaką drogę w ciele pokonuje wdychane i wydychane powietrze oraz obserwowanie zmiany odczuć w ciele podczas intencjonalnego przyspieszania i spowalniania oddechu (pytamy kiedy dziecko czuje się pobudzone, zdenerwowane, a kiedy z kolei się uspokaja)
  • Zabawa w lustro – na początku pokazujemy/przypominamy dziecku jak działa odbicie w lustrze, następnie prosimy aby wcieliło się w rolę lustra i naśladowało wszystkie nasze pokazane ruchy/miny, później zamieniamy się rolami - to my stajemy się lustrem odbijającym to co zrobi dziecko (tutaj dodatkowo mocno pobudzana jest jego kreatywność).


Jak widzicie wiele zabaw może stać się elementem treningu uważności, wystarczy je tylko odpowiednio zmodyfikować lub zwrócić uwagę dziecka na pewne rzeczy w trakcie jej trwania. Zamiast np. bezrefleksyjnie puszczać bańki czy odbijać balon warto wspólnie z dzieckiem zastanowić się i spróbować wytłumaczyć sobie np. od czego zależy ich wielkość, tor i szybkość lotu, co może spowodować ich pęknięcie, dlaczego słyszymy wtedy huk itd. Warto zadawać mu pomocnicze pytania, które pobudzą jego myślenie, kreatywność i ciekawość świata. Pamiętajmy, że uważność ma ogromny wpływ na rozwój dziecka!

Wystarczy tak niewiele, aby zmienić w życiu dziecka tak wiele…

Do zobaczenia w kolejnym wpisie!

*zdjęcie znalezione w Internecie






czwartek, 2 października 2014

Wstęp do treningu uważności dla dzieci. Korzyści z bycia uważnym.

Trening uważności ( mindfulness ) zyskał już na świecie wielu zwolenników. Jego pozytywny wpływ na funkcjonowanie został potwierdzony w różnych badaniach. Teraz staje się coraz bardziej popularny w Polsce. Rozwijaniu umiejętności bycia uważnym powinni poświęcić czas zarówno dorośli, jak i dzieci.





Jakie są korzyści z bycia uważnym?


  • lepsza zdolność koncentracji i skupienia
  • uzyskanie wewnętrznego spokoju
  • lepsze radzenie sobie ze stresem i negatywnymi emocjami
  • zmniejszenie lęku 
  • poprawa zdolności do odpoczywania, relaksu
  • lepsza jakość snu
  • głębsze poznanie siebie, swoich mocnych i słabszych stron
  • skupienie uwagi na swoich marzeniach, celach, wartościach
  • poprawa samooceny, poczucia własnej wartości
  • poczucie wdzięczności, umiejętność skupiania się na tym co dobre
  • bardziej pozytywne nastawienie do życia
  • wzmocnienie odporności organizmu
  • zmniejszenie odczuwania bólu
  • rozwijanie takich cech jak empatia, życzliwość, tolerancja
  • wzrost poziomu odczuwanego szczęścia

Jak zacząć trening uważności?

Najprostszym ćwiczeniem jest obserwowanie własnego oddechu. Dziecko może położyć się na plecach i umieścić sobie zabawkę na brzuchu. Następnie polecamy mu wykonywanie spokojnych, długich wdechów i wydechów oraz obserwowanie rytmicznego unoszenia się i opadania zabawki, spójnego z tempem oddechów dziecka. 

Połóżmy się obok dziecka i wykonajmy to ćwiczenie razem z nim. Dziecku będzie bardzo miło i chętniej będzie wykonywać kolejne zadania. My także skorzystamy na tym chwilowym zwolnieniu tempa! 

Spróbujcie sami wymyślić jakieś ćwiczenie uważności. Nie jest to łatwe zadanie, ale może okazać się świetną zabawą! A satysfakcja z własnego pomysłu gwarantowana! Możecie podzielić się nimi w komentarzu.

Kolejne propozycje już w następnym wpisie :)

*zdjęcie znalezione w Internecie